Tytułem wstępu

Na wstępie chciałam zaznaczyć, iż blog mój w żaden sposób nie aspiruje do miana jakiegoś poważniejszego przedsięwzięcia naukowego i ma głównie charakter hobbystyczny i w pełni amatorski. Intencją moją było, jest i będzie, zachęcenie czytelnika do odwiedzenia tych cudownych miejsc w Polsce oraz do zapoznania się z ich historią, klimatem. Poszczególne teksty (głównie w opisach miejscowości) pochodzą nieraz z trzech-czterech źródeł (całkowicie ze sobą przemieszanych), tak więc zdecydowałam się (przed wszystkim ze względu na czytelność i specyfikę przekazu www) nie podawać dziesiątków przypisów do każdego liczącego parę słów fragmentu. Informacje zamieszczone w w moim blogu dotyczące zamków pochodzą głównie z "Leksykonu zamków w Polsce" [ autorzy: Salm Jan, Kołodziejski Stanisław, Kajzer Leszek] oraz stron internetowych poświęconych temu zagadnieniu. Zaś wiadomości dotyczące samych miejscowości znajduję głównie w Wikipedii, na stronach tych gmin i miejscowości, bądź też ze stron prywatnych poświęconych danym miejscowościom czy obiektom. Jeżeli jednak, ktoś poczuje się urażony gdy wykorzystam jego wiadomości, proszę o kontakt. Napiszę sprostowanie lub usunę takowe wiadomości z mojego bloga.

Będę ogromnie wdzięczna za wszelkie uwagi, zarówno dot. ew. błędów rzeczowych, ortograficznych, faktograficznych i innych. Propozycje, pomysły, sugestie dot. układu treści, nowych tematów, i inne uwagi proszę przesyłać na adres: jagusinka@gmail.com
Tuż pod tym tekstem jest księga gości - możesz napisać co myślisz o moim blogu :)

KSIĘGA GOŚCI

KSIĘGA GOŚCI - pisz szczerze, każda opinia jest dla mnie ważna :)

Możesz tutaj napisać co myślisz o moim blogu :)

Obserwatorzy

niedziela, 25 września 2011

Warszawice

Warszawice – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie otwockim, w gminie Sobienie-Jeziory, 35 km (w linii prostej) od centrum Warszawy w stronę Otwocka i Karczewa. Przez miejscowość przebiega droga wojewódzka nr 805.


Współrzędne obiektu
N 51.97079
E 21.30734

Nazwa pochodzi prawdopodobnie od Warsza z rodu Rawiczów, później jego potomków Warszowiców. Do dziś utrzymuje się nieoficjalna nazwa Warszewice, dawniej były to też Warszowice. We wsi natrafiono na ślady dużego cmentarzyska typu kloszowego z okresu kultury łużyckiej. Wieś należąca do Warszowiców, w 1476 nadana przez Konrada III Rudego. 

Dziedzicem wsi był m.in. Paweł Warszewicki (1524-1603) - mówca, wierszopis i sekretarz królewski oraz Stanisław (1524-1591) - teolog, wychowawca króla Zygmunta III Wazy, jeden z organizatorów Akademii Wileńskiej, obydwaj po studiach we Włoszech. Wieś w okresie PRL znana z wikliniarstwa.

Zabytki Warszawic

Kościół parafialny
W miejscowości tej znajduje się drewniany kościół parafialny pod wezwaniem Świętego Jana Chrzciciela. Zbudowany został w 1756 z fundacji marszałka wielkiego koronnego Franciszka Bielińskiego. Jest to kościół trójnawowy, w którym nawę główna od bocznych oddzielają kolumny. Strop w nawach i nad prezbiterium jest płaski, pokryty częściowo polichromią z drugiej połowy XIX wieku. 

Wyposażenie kościoła pochodzi w większości z końca XVII wieku z XVIII wieku. Jedynie krucyfiks na belce tęczy jest barokowy i pochodzi z pierwszej połowy XVIII w. Obok kościoła znajduje się zabytkowa murowana dzwonnica. W bocznym ołtarzu gotycka rzeźba Madonny z Dzieciątkiem z ok. 1370-1380.

Cmentarz parafialny
Na miejscowym cmentarzu znajdują się późnoklasycystyczne nagrobki Agnieszki Robakiewicz zm. w 1842 i Leopolda Radzińskiego zm. 1853. Znajdują sie tu także mogiły żołnierzy z 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki poległych w dniach 23-26 sierpnia 1944 roku na Kępie Radwankowskiej.

Wodzisław

Wodzisław – wieś w Polsce położona w województwie świętokrzyskim, w powiecie jędrzejowskim, w gminie Wodzisław.


Współrzędne obiektu
N 50.52113
E 20.19757

W połowie XVIw jego ówczesny właściciel Jan Lanckoroński wzniósł zamek, który w późniejszym okresie został przebudowany na pałac. Do dzisiejszych czasó nie zachowały się żadne ślady owych obiektów. Jednak miejscowość zasługuje na uwagę ze względu na ciekawą historię związaną z kalwinizmem w Polsce. 

Do 1869 roku posiadał prawa miejskie. Początkowo był miastem królewskim, a przez kilka wieków należał do Lanckorońskich. Osada nad rzeką Mozgawą pierwotnie nazywała się od imienia jej właściciela Włodzisławem i była grodem. Miastem królewskim została za panowania Władysława Łokietka. Jego syn Kazimierz Wielki tuż przed śmiercią w 1370 roku zapisał ją Przedborowi, Pakosławowi i Zbigniewowi - rycerzom herbu Zadora, protoplastom rodu Lanckorońskich.

Głowa lwa ziejącego płomieniem do dziś jest w herbie Wodzisławia, który w 1508 roku król Zygmunt Stary lokował na prawie magdeburskim. Pół wieku później miasto stało się silnym ośrodkiem reformacji. Jego właściciel Jan Lanckoroński utworzył tu zbór kalwiński i na jego potrzeby przekazał kościół. Odzyskał go dla katolików jego wnuk Samuel, kasztelan wiślicki i starosta małogoski. To on rozpoczął w 1621 roku budowę nowej świątyni, która stała się także rodową nekropolią.

Nad wejściem do wielokrotnie przebudowywanego kościoła od strony południowej widnieje kartusz z herbem Zadora oraz inicjałami upamiętniającymi Samuela. W podziemiach znajdują się trumny z prochami Lanckorońskich. Wewnątrz świątyni podziwiać można dwa okazałe nagrobki, wykonane przez włoskich artystów. Na południowej ścianie nawy Macieja Lanckorońskiego, zmarłego w 1789 roku ostatniego wojewody bracławskiego, wykonany z czarnego marmuru. Naprzeciw niego umieszczony jest pomnik z białego marmuru jego syna Antoniego z pięknym popiersiem. Obydwaj Lanckorońscy wspierali reformatorskie działania na rzecz naprawy Rzeczypospolitej, byli kawalerami Orderu Orła Białego.

Główny ołtarz kościoła wykonany został w końcu XVIII wieku z kamienia. Jego centrum stanowi starszy krucyfiks, a po jego obu stronach rzeźby Matki Boskiej i św. Jana. Pomiędzy czterema korynckimi kolumnami znajdują się cztery figury świętych, m.in. Marcina z Tours i Małgorzaty, patronów świątyni. W południowym ramieniu transeptu zwraca uwagę ołtarz patrona Lanckorońskich - św. Peregryna, z obrazem przedstawiającym jego męczeństwo i relikwiarzem w kształcie trumienki. Naprzeciw niego wmurowano w ścianę tablicę poświęconą prof. Karolinie Lanckorońskiej (1898-2002), ostatniej przedstawicielce piszącego się z podwodzisławskiego Brzezia rodu. To niezwykle zasłużona dla Polski postać. Była historykiem sztuki, żołnierzem AK, więźniem obozu koncentracyjnego, oficerem prasowym 2. Korpusu gen. Władysława Andersa. Po wojnie założyła Polski Instytut Historyczny w Rzymie oraz wspomagającą polską naukę i kulturę Fundację Lanckorońskich z Brzezia. W latach 90. ubiegłego wieku przekazała wspaniałą rodzinną kolekcję dzieł sztuki na Wawel i dla Zamku Królewskiego w Warszawie. Izbę pamięci prof. Karoliny Lanckorońskiej zwiedzić można w internacie wodzisławskiego zespołu szkół.

W tym dawnym miasteczku koniecznie trzeba też zobaczyć ruiny dawnej synagogi. Do niedawna podawano, że została zbudowana w drugiej połowie XVI wieku jako zbór kalwiński. Według ostatnich badań, od początku służyła do modlitwy Żydom. Niemcy zdewastowali okazały gmach i urządzili w nim magazyn. Do celów magazynowych wykorzystywany był także po wojnie. W latach 80. zawalił się dach i od tej pory budynek coraz bardziej niszczeje. Stanowi smutną pamiątkę po społeczności żydowskiej, która do likwidacji getta w 1942 roku stanowiła większość mieszkańców Wodzisławia. Drugą są pozostałości cmentarza przy drodze krajowej nr 7, przebiegającej kilkaset metrów na wschód od centrum dawnego miasta.

W XVI w. miasto, które nosiło już współczesną nazwę Wodzisław należało do rodu Lanckorońskich nazywanych również Wodzisławskimi. W 1581 r. płaciło ono 16 florenów szosu od 3 łanów miejskich, 1 koła młyńskiego, 8 komorników, 2 krawców, 2 kuśnierzy, 4 tkaczów, 4 szewców, 2 kowali, 2 rzeźników, 1 kołodzieja, 1 bednarza, 1 miecznika, 1 balwierza oraz 4 piekarzy. Wodzisław był więc niewielką osadą o charakterze rzemieślniczym.

W 1551 r. dziedzic miasta oddał miejscowy drewniany kościół kalwinistom. Funkcję pastora pełnił w Wodzisławiu Marcin Krowicki, który za pomocą perswazji i zręcznego postępowania nawrócił większość mieszkańców na kalwinizm. Miasteczko było jednym z prężniejszych ośrodków kalwinizmu w Małopolsce i miejscem obrad dwudziestu prowincjonalnych synodów kalwińskich: w 1557, 1558, 1559, 1560 (dwukrotnie), 1561, 1566, 1583, 1589, 1590, 1595, 1597 (dwukrotnie), 1599, 1601, 1604, 1606, 1607, 1609, 1610, 1611 i 1612 (te dwa ostatnie dystryktowe). Dzięki energicznemu przywództwu Stanisława Sarnickiego i patronów z rodziny Lanckorońskich, nie rozszerzył się tutaj arianizm i Wodzisław pozostał drugim obok Secemina głównym miastem z silną społecznością kalwińską.
Pastorami byli:
1555-1557 Marcin Krowicki
1557-1560 Marcin z Lublina
1560-1561 Marcin Albinus
1561-1565 Stanisław Sarnicki
1566-1591 Jan Castoreus
1591-1597 Franciszek Stankar (młodszy)
1597 Bartłomiej Sokół
1597-1601 Wincenty
1601-1602 Jan Cutenus Domicki
1602-1603 Jan z Mstowa
1603-1606 Wojciech Salinarius
1606-1609 Wojciech Borovius
1609-1613 Jan Petricius Starszy.
Zbór zniósł w 1613 roku Samuel Lanckoroński, który po klęsce Rokoszu Zebrzydowskiego nawrócił się na katolicyzm. Ufundował on nowy, murowany kościół katolicki pw. św. Marcina. Nakazał także kalwińskim mieszkańcom opuszczenie miasta albo przejście na katolicyzm. W tym samym czasie w miasteczku zaczęła się osiedlać ludność żydowska. W 1720 r. wybudowano wodzisławską synagogę.

W połowie XVI w. zamek pod miastem wzniósł Jan Lanckoroński. Został on w późniejszym okresie przerobiony na pałac. Po pożarze kościoła w 1746 r. odbudował go w 1787 r. Maciej Lanckoroński.
Wg spisu z 1827 r. znajdowało się tu 191 domów. Miasto zamieszkane było przez 1760 mieszkańców. W 1857 r. było tu 321 domów (121 murowanych) i 2081 mieszkańców, w tym 1463 Żydów. W 1865 r. pożar zniszczył niemal całą osadę. W 1869 r. Wodzisław utracił prawa miejskie. W drugiej połowie XIX w. osada liczyła ok. 4000 mieszkańców, w tym ok. 3000 Żydów. Znajdowało się tu ok. 350 domów.
W latach 1975–1998 miejscowość położona była w województwie kieleckim.

Zabytki Wodzisławia

  • Kościół św. Marcina, wzniesiony w latach 1621–1624 w stylu renesansowym; pod koniec XVIII w. przebudowany w stylu barokowym
  • Zrujnowana murowana bożnica z I poł. XVI w.
  • Kapliczka św. Jana Nepomucena z 1903 r.
  • Pozostałości po cmentarzu żydowskim, przy trasie krajowej E-7

Kurozwęki

Wieś w Polsce położona w województwie świętokrzyskim, w powiecie staszowskim, w gminie Staszów. Do 1870 roku miasto. Kurozwęki położone są nad rzeczką Czarną, około 7 km na zachód od Staszowa, przy drodze krajowej nr 765 z Jędrzejowa do Staszowa. Zespół pałacowy znajduje się na uboczu, łatwo tu jednak trafić, kierują nas bowiem drogowskazy. Pod zamkiem obszerny darmowy parking.


Współrzędne obiektu
N 50.5972
E 21.1004


Zespół pałacowo parkowy obejmuje:
* zamek, wzniesiony w 2 poł. XIV w., w XVII w. przebudowany na pałac, w 2 poł. XVIII podany kolejnemu remontowi (nr rej.: 10 z 7.10.1946),
* pawilon wschodni z 1770 r.,
* pawilon zachodni z 1770 r., przebudowany po 1980 r.,
* budynek administracji z 1 poł. XIX w.,
*brama wjazdowa z 1770 r.,
* park założony w XVIII w., przebudowywany w latach 1811–1820 oraz 1859–1873 (nr rej.: 716 z 20.12.1957),
*spichlerz z początku XIX w. (nr rej.: 788 z 8.02.1958).

Zamek gotycki zbudowano na niewielkiej kępie wyniesionej ponad rozległe bagniska rzeczne. Składał się on z owalnego, kamiennego obwodu obronnego o wymiarach ok 28x40 m, otaczającego drewnianą zabudowę, do którego w południowej części dziedzińca dostawiono czterkondygnacyjną, czworoboczną wieżę mieszkalną o wysokości ok. 14 m. W XV stuleciu zastępowano stopniowo dotychczasową zabudowę drewnianą jednotraktowymi budynkami murowanymi: wschodnim, północnym i zachodnim. Pierwsza duża rozbudowa warowni miała miejsce w 1. połowie XVI stulecia, kiedy wymieniono na murowany ostatni budynek drewniany stanowiący część wewnętrznej zabudowy, a nieco później wyburzono północno-zachodni fragment kamiennego obwodu i w jego miejsce wzniesiono trzypiętrową tzw. kurzą nogę - narożny gmach o funkcjach reprezentacyjno-mieszkalnych. Mniej więcej w tym samym czasie od strony południowej do zewnętrznego lica muru dostawiono wspartą dwiema skośnymi skarpami czworoboczną wieżę bramną.

Zrealizowana w XVII stuleciu kolejna poważna rozbudowa doprowadziła do zatarcia obronnego charakteru rezydencji, która otrzymała wystrój renesansowy, a później barokowo-klasycystyczny. Z istniejącej zabudowy wewnętrznej uformowano dwa pałacowe skrzydła mieszkalno-reprezentacyjne, wraz z budynkiem północnym otaczające nieforemny dziedziniec wzbogacony od południa, północy i od zachodu o dwukondygnacyjne arkadowe krużganki. Przy okazji dziedziniec ten uniesiono o 2 metry, co sprawiło, że dotychczasowe przyziemie stało się kondygnacją piwniczną. W tym samym okresie w skrzydle wschodnim przebito przejazd zwany Czarną Bramą. Następna modernizacja, prowadzona w latach 1768-1772 z inicjatywy Macieja Sołtyka, polegała na rozbudowie wieży bramnej w pięcioosiowe skrzydło pałacowe z reprezentacyjną Salą Balową na jego 1. piętrze. 

Skrzydło to zwieńczone jest półkoliście z ornamentem rokokowym i dwoma medalionami z herbami Rawicz i Sołtyk upamiętniającymi ówczesnych właścicieli. Zmieniono też wystrój apartamentów w skrzydle zachodnim i północnym oraz częściowo przebudowano skrzydło wschodnie, a umieszczoną w nim kaplicę przekształcono i ozdobiono polichromią o tematyce religijnej. Przy wjeździe do zamku na osi głównej alei parkowej wzniesione zostały dwa pawilony: herbaciarnia i oranżeria. 

Ostatnie zmiany w architekturze budowli wprowadzono w 1. połowie XIX wieku, m.in. przeszklono wówczas i zamieniono w korytarze krużganki na dziedzińcu, w piwnicach założono gotyckie sklepienia, zaś w zachodnim narożniku pałacu otwarto taras z platformą widokową na aleję główną i park.

Pierwsze wzmianki o Kurozwękach pochodzą z XIII wieku. Około 2. połowy XIV wieku Dobiesław z Kurozwęk wybudował drewniano-murowany zamek, siedzibę rodu Kurozwęckich. Początkowo miał on charakter obronny, był jednym z pierwszych murowanych zamków rycerskich w Polsce. Zamek później wielokrotnie przebudowywano, aż osiągnął obecną formę. Według miejscowej tradycji założycielem Kurozwęk miał być czeski rycerz Poraj Sławnikowic, brat św. Wojciecha.  Od co najmniej XV wieku Kurozwęki posiadały prawa miejskie. 

Dokładna data nadania praw nie jest znana. Przyjmuje się, że nastąpiło to przed rokiem 1400. Miasto było własnością Kurozwęckich, a później Lanckorońskich, Sołtyków i Popielów. Na przełomie XVII i XVIII wieku było ośrodkiem kalwinizmu. 

W 1870 roku Kurozwęki utraciły prawa miejskie. W latach 90. XX wieku pałac w Kurozwękach wraz z otaczającymi go gruntami powrócił do swych prawowitych właścicieli – rodu Popielów herbu Sulima. Obecny właściciel pałacu, najmłodszy z rodu Popielów mieszka w dawnym budynku gospodarczym obok pałacu.

Nazwa miejscowości Kurozwęki, czyli Kur dżwięki według legendy wywodzi się od koguta, którego głośne pianie pozwoliło odnaleźć się drużynie książęcej, zagubionej podczas polowania w okolicznych puszczach. A tak o tym miejscu pisał w swoich dziennikach Stefan Żeromski: Na górze stromej i skalistej rozłożyło się miasteczko, jedno z tych, jakie Bóg wie za co noszą miano miasteczek. Kilkadziesiąt chatek zbudowanych w czworokąt, chat nie włościańskich, gdyż mają staromieszczańskie portyki o oryginalnie rzeźbionych słupach, studnia pośrodku rynku, bożnica, kościół i klasztor. Wójt, pan pisarz, ksiądz, nauczyciel - oto wielki świat Kurozwek. Zstępując z góry widzisz ogrody i gąszcze drzew, a wśród nich oblany dookoła wodą pałac. 

Po latach zaniedbań i dewastacji na początku lat 90-ych XX wieku zamek powrócił w ręce prywatne i odtąd z wolna przywracany jest do stanu świetności przez potomka przedwojennych właścicieli, który wraz z rodziną mieszka w niewielkim dworku położonym tuż obok starej rezydencji. 

Zarabia ona dziś głównie na turystach, tłumnie przybywających tu w każdy ciepły weekend, gościach hotelowych i uczestnikach imprez okolicznościowych, oferując bazę dla organizacji wesel, biesiad, szkoleń itp. Skupiając się na części turystycznej, miejsce ma się czym pochwalić: oprócz opcji zwiedzania zamku zajrzeć można do minizoo, przejechać się bryczką albo konno, jest też wypożyczalnia rowerów i wiele innych atrakcji, przede wszystkim dla młodszych dzieci.

Zwiedzanie pomieszczeń zamkowych odbywa się z przewodnikiem, który oprowadza nas po podziemiach z dawną winiarnią, przez dziedziniec, kaplicę i Salę Balową na taras, przy czym bardziej pasowałoby tutaj określenie "przepędza" lub "przegania", tempo zwiedzania jest bowiem ekspresowe. Całość zorganizowna byle jak z przewodnikiem w osobie miejscowej dziewczyny bez kompetencji, z wiedzą ograniczoną do kilku automatycznie wygenerowanych formułek. Wygląda to bardzo źle; właściciel powinien znaleźć sobie do tej pracy kogoś innego. 

Niezwykłą atrakcję w skali kraju stanowi hodowla bizonów amerykańskich, jedna z największych w Europie. Stado liczące już ponad 80 sztuk można obserwować zza ogrodzenia (warto zaopatrzyć się w lornetkę) albo w bezpośredniej bliskości - po wykupieniu przejażdżki ciągnikowozem. W cenie najtańszego biletu wliczone jest zwiedzanie minizoo, bardzo sympatycznego miejsca, a w nim m.in: wietnamskie świnki zwisłobrzuche, rodzina dzików, lama, osioł, wielbłąd dwugarbny Tytus, a także strusie, kozy, ptactwo ozdobne i in. Tutaj czas płynie bardzo szybko. 

Na terenie pałacowym znajduje się ponadto plac zabaw, boiska do gier, zjeżdżalnia linowa i kilka punktów gastronomicznych o zróżnicowanym standardzie. Gdzieś ukryty jest również punkt sprzedaży pamiątek, książek i map. 
tekst ze strony: http://www.zamkipolskie.com

Zamek otwarty jest dla ruchu turystycznego codziennie w godz. 10-18
Obowiązkowy bilet obejmujący wstęp na teren pałacowy wraz z minizoo
kosztuje 3 zł pełny i 2 zł ulgowy. Wybrane opłaty dodatkowe:
- zwiedzanie zamku - 5 zł pełna i 3 zł ulgowa
- przejażdżka wśród bizonów - 5 zł pełna i 3 zł ulgowa
(podane ceny dotyczą roku 2008)
W okresie letnim w sobotnie popołudnia zwiedzanie zamku może być utrudnione

Sadurki

Sadurki – wieś w Polsce położona w województwie lubelskim, w powiecie puławskim, w gminie Nałęczów.


Współrzędne obiektu

N 51.285591
E 22.285177


Cały zespół stacji kolejowej (wraz z drewnianym budynkiem dworca i murowaną wieżą ciśnień) wybudowanej w latach 1875-1876, został wpisany do rejestru zabytków w 1981 r.Wieża ma piękne zewnętrzne schody kręcone.

Sadurki to stacja przelotowa, położona pomiędzy Nałęczowem a Motyczem. Posiada w sumie 5 torów głównych, z których 3 znajdują się przy dwóch niskich peronach. Jeden peron jest wyspowy, położony między torami głównymi zasadniczymi; drugi zaś znajduje się przy torze dodatkowym nr 3, obok budynku dworca.

 Na końcu peronu 1 znajduje się też wieża wodna. Naprzeciwko peronów zlokalizowana jest długa rampa ładunkowa o nawierzchni z płyt betonowych, zaś po stronie nieparzystej magazyn. W kierunku Nałęczowa równolegle z torami szlakowymi wychodzą dwa tory boczne, które niegdyś prawdopodobnie pełniły funkcję bocznicy, zaś obecnie są nieużywane.

Ruch pociągów prowadzony jest przez dwie nastawnie: "Sd" oraz "Sd1", które posiadają urządzenia mechaniczne scentralizowane z sygnalizacją świetlną.

Nastawnie te obsługują też rogatki na przejazdach kolejowych. Na stacji zatrzymują się tylko pociągi osobowe.

Suskowola


Suskowola – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie radomskim, w gminie Pionki.


Współrzędne obiektu
N 51.45662
E 21.48196


W Suskowoli znajduje się dwór murowany (ruina) z końca XIX wieku. Zabytek znajduje się pod opieką Konserwatora Zabytków, jednak nie jest wpisany do rejstru zabytków. Trafiliśmy na niego przypadkowo jadąc z Puław do Pionek. Dwór jest w opłakanym stanie. Zarasta krzewami. Wokół widać zaniedbane założenia parkowe. Mimo najszczerszych chęci nie udało mi się znaleźć żadnych informacji o historii dworku. Jedyne wzmianki o miejscowości wiążą ją z bitwą po Anielinem w czasie I Wojny Światowej. Wtedy to w Suskowli znajdował się sztab główny wojsk polskich. Poniżej przytaczam relację z tej bitwy w pisowni oryginalnej, znalezioną pod adresem: http://www.wielkawojna.az.pl. Polecam tę stronę, bo są na niej ciekawe artykuły, relacje i wspomnienia z Wielkiej Wojny 1914-1915.

Bój Anieliński - Relacja uczestnika opisująca bitwę I Brygady Legionów pod Anielinem 22 X 1914 r.


Jesienny październikowy dzień.
Stał się on chlubą oręża polskiego, stał się dumą naszego młodego żołnierza, który zaświadczył w nim swą wartość bojową; stał się najbardziej wypieszczoną legendą, treścią pieśni żołnierskiej.


I nie można się dziwić. Okupiony sowicie krwią, pełen wrzawy bojowej, jęków najserdeczniejszych kolegów, pełen bohaterskich wysiłków własnych, pełen leśnego poszumu.... wżarł się w twardą żołnierską duszę.
Bataljon nasz - trzeci, powszechnie nazywany Śmigłego, kwateruje w małej wioszczynie w Podgórach. Kazano być w pełnym pogotowiu. Na noc zaciągnięto silne forpoczty. Świadomość odwrotu zaczęły przenikać powoli w dusze żołnierzy.
Po północy wraca kompanja pierwsza porucznika Kroka - Paszkowskiego z wywiadu bojowego, prowadzonego przez samego Majora (na Patków, Wole Policką, Laski, Garbatkę). O godzinie 8 rano zaalarmowano cały bataljon z wyjątkiem kompanji pierwszej, która po pracy z dnia poprzedniego tak była znużona, że żołnierze wprost ruszyć się nie mogli. Batalion więc w trzy kompanje: drugą - porucznika Zosika - Tessara, trzecią - porucznika Scewoli - Wieczorkiewicza i czwartą - porucznika Bukackiego- Burhardta, ruszył marszem ubezpieczonym na północ ku Czarnej. Major Śmigły pomimo zmęczenia dowodził sam bataljonem. Ubezpieczeniem kierował podporucznik Gintoft - Maciesza.


Droga prowadzi początkowo przez las, po kilku kilometrach wychodzi na bardziej otwarty teren. Po drodze mija nas bataljon majora Żymirskiego; saperzy regulują drogi i poprawiają mosty, jak twierdzą pod ciężką artylerję. Przez Czarną bataljon idzie ku Suskowoli, gdzie we dworze stał nasz sztab. Tu zatrzymuje się na godzinny biwak. W pełnym pogotowiu pozwolono zjeść żołnierzom połowę rezerwowych porcji (po jednej konserwie i po jednym sucharze) i rozdano z kuchen polowych czarną kawę.
Ubezpieczają silne placówki i patrole. Zdala dochodzą strzały karabinowe. Przychodzi kilka meldunków o patrolach nieprzyjacielskich; patrol austryjackich dragonów zameldował o stoczonej przed chwilą małej potyczce z patrolem konnym nieprzyjacielskim. Niektórzy twierdzą, że zauważyli sylwetki przejeżdżających kozaków.
Major zawezwał komendantów kompanji na krótką odprawę: w lesie pomiędzy Mireniem a Anielinem spodziewany jest nieprzyjaciel.


Koło godziny l po południu zarządzono zbiórkę i bataljon ruszył drogą na wschód w kierunku Patkowa. Na skraju lasu, ciągnącego się po obu stronach drogi, stał Komendant Główny ze sztabem i nasze wózki amunicyjne. Komendant zawezwał majora i dawał mu jakieś dyspozycje. W las bataljon zagłębia się z nałożonym bagnetem; poprzedza sieć patroli bojowych. Skręca, odrazu na północny-wschód, idąc na przełaj w kierunku Anielina. Las pełen uciekającej z dobytkiem ludności okolicznej. W ten sposób bataljon w schodach doszedł do rozległej piaszczystej polany, w środku której leży wieś Anielin; patrole wyszły z dyrekcją na środek wsi.
W Anielinie cisza. Strzały rozlegają nie na północny-wschód, a przesuwają się coraz bardziej ku wschodowi. Major wysyła patrole do Anielina wprost przez pole, by skonstatowały, w jakim stopnia zajęty jest przez Austryjaków. Cofnęły się one niebawem ostrzeliwane przez Moskali i przez Austryjaków, którzy nie byli uprzedzeni o naszym ruchu.
Major prowadzi dalej skrajem lasu, przechodzi łąkę moczarzystą, dzielącą las przebyty od Anielińskiego, kierując się na strzały, sądził bowiem, że wyjdzie na skrzydło rosyjskie. O jakieś 200 kroków od południowego rogu polany za sporym wzgórkiem zatrzymuje bataljon, by czwarta kompanja która chwilowo straciła kontakt, dołączyła. Tymczasem wysyła patrole: jeden z kapralem Zadorą - Bartoszewskim (poległy przy końcu bitwy) na skraju lasu ku Anielinowi, drugi z kapralem Nawrotem - Maksymowiczem (poległ w walkach w Lubelskim jako podporucznik piechoty) w głąb lasu na północny-wschód. Żołnierze są dobrej myśli. Z przejeżdżającego patrolu ułanów austryjackich wysyła kilka na poszukiwanie czwartej kompanji. Po kilkunastu minutach wracają, meldując, ze ją znaleźli i wskazali kierunek. Jednocześnie wracają patrole bojowe; pierwszy z meldunkiem, że w lesie powyżej Anielina znajdują się okopy rosyjskie, oparte lewym skrzydłem o drogę do Wólki Polickiej, z frontem do zachodniego skraju lasu; drugi, że natknął się na rowy ubezpieczeń bojowych bocznych, przytym został spostrzeżony i ostrzeliwany.
Rozmieszczanie okopów rosyjskich zagrażało całkowitym oskrzydleniem pozycji Austrjackich w Anielinie, które zwrócone były w kierunku północnym z małym odchyleniem ku wschodowi. Major postanowił nie czekać na czwartą kompanje i zaatakować odraza niezorientowanych jeszcze Moskali, narazie dwiema kompanjami.


Godzina druga
Kompanja czołowa - Tessara dostaje rozkaz zaatakowania nieprzyjaciela z boku, opierając się lewym skrzydłem o zachodni skraj lasu. Z pozostałą kompanją - Wieczorkiewicza podąża sani major w schodzie na prawo, żeby wpaść na skrzydło i tyły nieprzyjacielskie. Moskale jednak, jak się okazało, byli silnie ubezpieczeni z tej strony. Za chwilę bataljon znajduje się w sferze skutecznego ognia nieprzyjacielskiego. Ze spokojnego końca lasu, z ciszy niemal, przerywanej tylko odległymi gdzieindziej skierowanymi strzałami, naraz wpada w prawdziwe piekło ognia.
Kule moskiewskie biegną tuż nad głowami schylonych, biegnących naprzód żołnierzy, wściekłą wichurą; przenoszą niemal wszystkie, ścieląc jeno pod nogi, jak w dzień Bożego Ciała, gałązki sośniane. Tu i ówdzie pada ranny lub zabity; a reszta idzie naprzód niezłomną lawą.
Kompanja czołowa - Tessara dostaje rozkaz zaatakowania nieprzyjaciela z boku, opierając się lewym skrzydłem o zachodni skraj lasu. Z pozostałą kompanją - Wieczorkiewicza podąża sani major w schodzie na prawo, żeby wpaść na skrzydło i tyły nieprzyjacielskie. Moskale jednak, jak się okazało, byli silnie ubezpieczeni z tej strony. Za chwilę bataljon znajduje się w sferze skutecznego ognia nieprzyjacielskiego. Ze spokojnego końca lasu, z ciszy niemal, przerywanej tylko odległymi gdzieindziej skierowanymi strzałami, naraz wpada w prawdziwe piekło ognia.
Kule moskiewskie biegną tuż nad głowami schylonych, biegnących naprzód żołnierzy, wściekłą wichurą; przenoszą niemal wszystkie, ścieląc jeno pod nogi, jak w dzień Bożego Ciała, gałązki sośniane. Tu i ówdzie pada ranny lub zabity; a reszta idzie naprzód niezłomną lawą.


Już lewe nasze skrzydło starło się z wrogiem z pierwszej linji okopów, gdy prawe - Wieczorkiewicza, znalazło się w tak silnym ogniem karabinowym, niemal w jądrze rozstrzału, że posuwać się nadal nie może i wytrzymuje ogień na zajętej na ziemnym naturalnym wale pozycji, walcząc o przewagę ognia. Rozmieszczenie naszych sił począwszy od lewego skrzydła było następujące: dwa plutony z drugiej kompanji podporucznika Michałowskiego (pseudonim Wolski) i podporucznika Macieszy; dowodził tutaj porucznik Teassaro. Dwa następne podporuczników Wojsznera - Opielińskiego i Tatara - Trześniowskiego na razie w rezerwie kompanijnej. Dalej na prawo następowała luka, po której szły dwa plutony z trzeciej kompanji: podporuczników Rawicza - Mysłowskiego i Wyżła Ścieżyńskiego z wysuniętym na prawo wskos patrolem ubezpieczającym z kapralem Dowgierdem - Dzielińskim (poległ w bitwie pod Łowczówkiem). Dwa pozostałe plutony były użyte: jeden podporucznika Radońskiego do zgęszczenia lewego skrzydła, gdyż Moskale tam, jak niosły meldunki, trzebili porządnie naszych, drugi - podporucznika Beaulieu - Grefnera, do przedłużenia odcinka drugiej kompanji na prawo i nawiązania o ile możności łączności z odcinkiem kompanji trzeciej. Rezerwę bataljonową stanowić miała nadchodząca już kompanja czwarta. Plutony rezerwowe drugiej kompanji niedługo po rozpoczęciu ataku wchodzą w lukę zwiększającą się wciąż z powodu koniecznego angażowania się Wieczorkiewicza na prawo.
Pluton prawoskrzydłowy, podporucznika Ścieżyńskiego, melduje, że Moskale obchodzą wiszące w powietrzu jego skrzydło. Ponieważ będące na razie w ręku siły były w kontakcie z nieprzyjacielem, a czasu do stracenia nie było, major nakazuje wycofanie przedostatniego plutonu podporucznika Mysłowskiego i tym plutonem zagina zagrożone skrzydło ku wschodowi z frontem na oskrzydlających. Jednocześnie nadchodzi porucznik Burhardt i przedłuża jednym plutonem prawe skrzydło z dawnym frontem aż do południowo - zachodniego skraju lasu, od strony Patkowa, oraz zapełnia przestrzeń po przeniesionym dopiero plutonie. Przedłuża skrzydło pluton podporucznika Błażkiewicza, zapełnia lukę pluton podporucznika Zulanfa (pseudonim Dobiegł) W ten sposób front został mniej więcej ujednostajniony.


Bitwa zamieniła się w cały szereg poszczególnych walk, zależnych od poszczególnych dowódców odcinków. Szturm drugiej kompanji prowadzi porucznik Tessaro. Plutony podporuczników Macieszy i Michałowskiego rozpoczynają atak.
Michałowski z dobytą szablą zagrzewa swoich:Naprzód, za Polskę!" Wtym pada rażony śmiertelnie: podstępna kula wybuchowa wyrwała mu całą dolną szczękę. Ostatkiem sił usiłuje wyjąć rewolwer, by przerwać męczarnie, nie staje mu ich jednak.
Już dopadli pierwszych okopów. Moskale przerażeni nagłością szturmu rzucają broń, powiewają białymi chustkami. Zostawiają rozbrojonych słabszym, którzy pozostali nieco w tyle, sami za przykładem swego komendanta rzucają się naprzód,
Wtym postrzelony w bok pada porucznik Tessaro; unoszą go za wzgórek. Powstaje zamieszanie. Coraz pada któryś. Pomimo wysiłków podporucznika Macieszy, linja nie wytrzymuje ognia nieprzyjacielskiego; zaczyna się chwiać i cofać.
Rezerwowe plutony podporuczników Opielińskiego i Trześniowskiego poszły w lukę pomiędzy drugą i trzecią kompanją. Położenie zdawało się bez wyjścia. Wtym dopada do chwiejącej się tyralierki z resztą kompanji pluton podporucznika Grefnera.


Rzucono się znowu naprzód. Porucznik Maciesza, pada z przestrzelonymi obiema nogami; pluton obejmuje kapral Brzeszczot - Orłowicz (dziś podporucznik piechoty). Młody i dzielny oficer Radoński oddaje komendę plutonu sierżantowi Dylągowi (poległy w bitwie pod Kozinkiem), sam obejmuje dowództwo całego skrzydła, wybiega przed linję i śpiewając Hej, kto Polak!" porwał żołnierzy. Podjęli śpiew najbliżsi, ze śpiewem tym pobiegli po raz wtóry do szturmu, na drugi rząd ziejących ogniem okopów. Dopadli i rozpoczęli gospodarkę. Moskale z błaganiem o litość poddawali się. Jeńców odsyłano na tyły.
W tym czasie przychodzi rozkaz od majora by cofnąć się na poprzednie pozycje, obawiał się on bowiem stracenia łączności z lewym skrzydłem i odcięcia jego z tego powodu od całości. Rzeczywiście zauważono, że przez utworzoną z powodu zbicia się linji do szturmu przerwę, usiłują Moskale przedrzeć się na tyły. Radoński nakazuje cofnięcie się na stare pozycje. Żołnierze wycofują się powoli nieznacznym wgłębieniem. Sam wraz z Dylągiem i kilkoma żołnierzami odpiera wznowiony atak rosyjski; Orłowicz osłania skrzydło.
Za wzgórzem czekał z doniesioną amunicją sierżant Krogulec Demiańczuk (poległy w bitwie pod Łowczówkiem). Kilku bardziej zapalczywych żołnierzy, którzy nie dostrzegli cofania; dostało się do niewoli; rannych nie zdołano zabrać. Jeden z nich, Widzisz, rozbrojony i obrabowany, został wciągnięty do głębokiego okopu, gdzie go bardzo starannie sanitarjusz, jakiś Moskal opatrzył. Gdy Moskale przed wieczorem parci przez Austriaków porzucili okopy, zostawili naszego Widzisza, który na drugi dzień dowlókł się do swojego oddziału.
Moskale rzucili się do szturmu, zasileni rezerwami z Brzustowa biegli prawie całymi kolumnami naprzód. Silnym ogniowym kontratakiem powstrzymali ich nasi. Z olbrzymimi stratami cofnęli się do okopów.
Dalej na prawo trwa walka ogniowa. Na odcinku podporucznika Opielińskiego Moskale usiłowali przełamać nasz front, następnie oskrzydlić. I tu jednak szturm złamał się w naszym ogniu, oskrzydleniu zapobiegł wspomniany wyżej kapral Bartoszewski z patrolem, który celnymi strzałami kładzie przebiegających jednego za drugim.
Prawym skrzydłem wychodziły pozycje nasze aż na równinę piaszczystą pod Patkowem, za którym dalej w odległości przynajmniej kilometra, ciągnęły się znowu okopy, przez Austrjaków bronione. Nieosłonięty lasem pluton podporucznika Błażkiewicza, dostaje sio pod straszny ogień ręcznych i maszynowych karabinów, wytrzymuje cierpliwie ogień, okopując się pomału. Nagle ranny śmiertelnie w brzuch pada podporucznik Błażkiewicz. Nie traci przytomności, zachęca swych żołnierzy do wytrwania i wysyła meldunek, że sam niezdolny jest kierownictwa ogniem. Przychodzi porucznik Burhard i obejmuje dowództwo nad tą ważną pozycją. Wtedy Blażkiewicz odbiera sobie życie strzałem w serce.
Ostateczne rozmieszczenie naszych sił wyglądało jak następuje: lewe skrzydło plutony: Micha-łowskiego, Macieszy, Grefnera, dalej Radońskiego, prowadzony przez sierżanta Dyląga. Skrzydłem tym dowodził podporucznik Radoński. Środek stanowiły plutony: Opielińskiego, Trześniowskiego, Zulauta i Ścieżyńskiego pod dowództwem porucznika Wieczorkiewicza. Prawym skrzydłem: plutony Mysłowskiego i Błażkiewicza, kierował porucznik Barhardt. Rezerwę stanowiły dwa plutony czwartej kompanji, do bezpośredniej dyspozycji majora.
Moskale otrzymują wciąż posiłki z Brzustowa i posuwają się naprzód. Major otrzymuje zawiadomienie o nadchodzących rezerwach austryjackieh. Nakazuje więc ogólny atak. W niektórych odcinkach zyskaliśmy nieco na terenie. O godzinie 4-ej minut 30 nadchodzą rezerwowe linje kilku bataljonów (1- go, 13 - go i, o ile pamiętam, 20-go półków piechoty austryjackiej.
Z powodu dużych strat, zostawiając utrzymaną i zdobytą pozycję, nakazał major wycofanie się naszych oddziałów. Nie wszystkich w porę doszedł ten rozkaz: Podporucznicy Radoński i Opieliński porwani świeżą falą rzucili się znowu naprzód, biorąc licznego jeńca.
Późną już nocą zebrał się uszczuplony bataljon. Narazie nie można było doliczyć się trzeciej części. Major zarządził poszukiwanie rannych i zabitych. Poczym batalion zakwaterował częścią w Anielinie, częścią w Mireniu. Przed północą z pierwszej kompanji, kwaterującej w Suskowoli, przyszedł pluton podporucznika Zagończyka - Kieszkowskiego dla ubezpieczenia śpiących.
Straty tego dnia były duże. Z ogólnego stanu sił, będących w kontakcie z wrogiem, koło 300, zabitych zostało na polu 34, w tym dwóch oficerów. Rannych zebrano przeszło 50, w tym trzech oficerów. Prócz tego nie doliczono się kilkunastu, którzy prawdopodobnie dostali się do niewoli. Jeńców wzięto ogółem 217, w tym trzech oficerów.
Następnego dnia bataljon przemaszerował do Suskowoli, gdzie połączył się z pierwszą kompanją. Jeńców major oddał komendzie 13 półku piechoty austryjackiej (krakowski). Ten też półk uzupełnił nam amunicję.
Stąd pomaszerowaliśmy pod Laski.
Znaczenie bitwy Anielińskiej widoczne: major Śmigły nie tylko powstrzymał, ale i złamał w niej oskrzydlenie prawego skrzydła urwanej linji austryjackiej. Ile energji i woli musieli włożyć tu wódz i żołnierz świadczy to, że dla odrzucenia całkowitego Moskali, potrzeba było kilku rezerwowych bataljonów, aż trzech półków.
W polu, maj 1915 r.


Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje dotyczące dworku.