Tytułem wstępu

Na wstępie chciałam zaznaczyć, iż blog mój w żaden sposób nie aspiruje do miana jakiegoś poważniejszego przedsięwzięcia naukowego i ma głównie charakter hobbystyczny i w pełni amatorski. Intencją moją było, jest i będzie, zachęcenie czytelnika do odwiedzenia tych cudownych miejsc w Polsce oraz do zapoznania się z ich historią, klimatem. Poszczególne teksty (głównie w opisach miejscowości) pochodzą nieraz z trzech-czterech źródeł (całkowicie ze sobą przemieszanych), tak więc zdecydowałam się (przed wszystkim ze względu na czytelność i specyfikę przekazu www) nie podawać dziesiątków przypisów do każdego liczącego parę słów fragmentu. Informacje zamieszczone w w moim blogu dotyczące zamków pochodzą głównie z "Leksykonu zamków w Polsce" [ autorzy: Salm Jan, Kołodziejski Stanisław, Kajzer Leszek] oraz stron internetowych poświęconych temu zagadnieniu. Zaś wiadomości dotyczące samych miejscowości znajduję głównie w Wikipedii, na stronach tych gmin i miejscowości, bądź też ze stron prywatnych poświęconych danym miejscowościom czy obiektom. Jeżeli jednak, ktoś poczuje się urażony gdy wykorzystam jego wiadomości, proszę o kontakt. Napiszę sprostowanie lub usunę takowe wiadomości z mojego bloga.

Będę ogromnie wdzięczna za wszelkie uwagi, zarówno dot. ew. błędów rzeczowych, ortograficznych, faktograficznych i innych. Propozycje, pomysły, sugestie dot. układu treści, nowych tematów, i inne uwagi proszę przesyłać na adres: jagusinka@gmail.com
Tuż pod tym tekstem jest księga gości - możesz napisać co myślisz o moim blogu :)

KSIĘGA GOŚCI

KSIĘGA GOŚCI - pisz szczerze, każda opinia jest dla mnie ważna :)

Możesz tutaj napisać co myślisz o moim blogu :)

Obserwatorzy

środa, 12 maja 2010

Żelechów

Miejscowość Żelechów położona jest w odległości 52 km od Siedlec, 85 km od Warszawy i 85 km od Lublina. Jadąc od Lublina w stronę Warszawy należy skręcić w prawo w miejscowości Gończyce. Droga zaprowadzi nas wprost do Żelechowa. Zamek w Żelechowie niestety nie ostał się do czasów dzisiejszych. Pojechaliśmy więc zobaczyć śliczny aczkolwiek bardzo zaniedbany kościółek filialny p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Zdjęcia wnętrza robione były dosłownie przez dziurkę od klucza :D



W okolicy stawów w okresie od XV-XVII w istniał zamek. Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1482r. Zamek został zniszczony w czasie potopu szwedzkiego w 1656r. Stanowił część systemu obronnego obejmującego zamki w Wilczyskach i w Zwoli.

Północno-wschodni kraniec ziemi sandomierskiej stanowił w okresie pierwszych Piastów istotne ogniwo systemu obronnego kraju. Nieustanne zagrożenie ze strony Litwinów i Jaćwingów wymusiło konieczność wzniesienia na tym terenie grodu, który w każdej chwili byłby gotowy do stawienia czoła najeźdźcom. Taki gródek powstał w miejscu, gdzie obecnie leży Żelechów.
Średniowieczne osady obronne lokalizowane były na ogół w punktach trudno dostępnych: w międzyrzeczach, na cyplach otoczonych mokradłami, naturalnych wzniesieniach. Dodatkowe umocnienia dla grodu stanowiły fosy, wały ziemne i palisady. Na terenie okalającym słowiańską warownię powstawało zwykle podgrodzie. Jak wskazują dokumenty parafialne i powierzchowne badania terenowe, żelechowski gródek był usytuowany w północno-zachodniej części współczesnego Żelechowa, na terenie podmokłym, nisko położonym przy obecnych stawach. Gród ten prawdopodobnie był zlokalizowany przy południowym brzegu największego stawu, opasany fosami strumienia płynącego ze wschodu oraz rzeczki płynącej od strony Kębłowa. Mówią o tym m.in. notatki proboszcza żelechowskiego, ks. Andrzeja Krasuskiego. W swoich „Ważnych zapiskach” sugeruje on nawet, że stał w tym miejscu zamek!
W 1840 r., podczas rozbiórki starych budynków gospodarczych nad stawem, ks. Krasuski znalazł w ziemi pozostałości starych murów z grubej cegły, mocno spojonych wapnem. Wykopano również części kamiennych futryn z ozdobnymi gzymsami o kształcie ówcześnie niespotykanym, a także szczątki dużych drzwi ze starymi, prawdopodobnie średniowiecznymi okuciami. Podobne okucia spostrzegł ksiądz w kościele w Miastkowie, najstarszym w okolicy. Później, podczas kopania rowów na łące położonej w pobliżu dużego stawu, natrafiono na bloki muru przypominające fundamenty cokołów od bram lub bastionów obronnych. Na łące zaś odkryto, znajdujące się tuż pod powierzchnią ziemi, podwójne bruki ułożone z kamieni polnych. Teren ten uznał ksiądz za dziedziniec zamkowy, poprzednie zaś wykopaliska za szczątki bramy fortecznej.
Najstarsza wzmianka o żelechowskim zamku pochodzi z 1482 r., kolejna z 1489 r. Jan Długosz wspomina o istnieniu tu folwarku rycerskiego, a liczne informacje z lat 1489-1523 wskazują na obronny charakter Żelechowa. Zamek Ciołków nie jest uwzględniony w dokumentach opisujących system obronny państwa polskiego za panowania króla Kazimierza Wielkiego, należy więc domniemywać, że został on zbudowany dopiero po śmierci tego władcy. Wzniesiono go zapewne w miejscu wcześniejszego grodu lub wspomnianego folwarku rycerskiego. Była to najprawdopodobniej budowla drewniana, wzmocniona murem tylko od strony wjazdowej.

Źródła podają, że na początku XVI w. zamek oraz miasto opanowali bliżej nieznani napastnicy, usuwając z niego siłą prawowitego właściciela, Jana Ciołka. Kto dokonał najazdu - nie wiadomo. Faktem jest, że w 1523 r. Jan Ciołek zwrócił się do króla Zygmunta Starego z prośbą o pomoc w usunięciu najeźdźców. Po rozpatrzeniu sprawy kancelaria królewska wystosowała dwa pisma. 11 kwietnia 1523 r. zwróciła się do Mikołaja z Szydłowca, kasztelana sandomierskiego i starosty radomskiego, z poleceniem wprowadzenia Jana Ciołka w posiadanie zamku żelechowskiego, miasta oraz trzech wsi: Woli Żelechowskiej, Łomnicy i Ostrożenia. Drugie pismo królewskie z 14 kwietnia 1523 r. zawierało polecenie dla szlachty radomskiej, aby stawiła się zbrojnie i pomogła swemu staroście w usunięciu napastników.
Więcej historycznych wzmianek o warownej siedzibie Ciołków niestety nie ma. Straciła ona stopniowo na znaczeniu za panowania Jagiellonów, kiedy to ziemia żelechowska nie leżała już w obszarze nadgranicznym. Wobec braku zagrożenia z zewnątrz zamek przestał pełnić swą obronną rolę. Kres jego istnieniu położył najprawdopodobniej potop szwedzki. W 1656 r. maszerujące przez Żelechów wojska Karola Gustawa zdobyły zamek i doszczętnie go zburzyły. W ten sposób czasy, kiedy w wodach żelechowskich stawów odbijała się sylwetka drewnianego zamczyska, na zawsze odeszły w zapomnienie.
Legendy
O Żelechowie krąży wiele legend i podań. Do najbardziej znanych należą te, które opowiadają o powstaniu miejscowości - o krwawej bitwie stoczonej rzekomo w miejscu, gdzie obecnie leży Żelechów oraz o założeniu Żelechowa przez Żelecha. W literaturze odnaleźć można również inne, mniej znane legendy. Poniższe pochodzą z książki Leonarda Sławomira Wysockiego pt. Opowieść starej sosny. Legendy z Podlasia i Mazowsza, Wydawnictwo „Sport i Turystyka”, Warszawa 1987, s. 23-28.
Nazwa miasta
Pochodzenie nazwy „Żelechów” nie jest jednoznacznie wyjaśnione. Według starej legendy, w pierwszych wiekach istnienia państwa polskiego w miejscu, gdzie obecnie leży Żelechów, stoczona została krwawa bitwa między oddziałem wojów polskich, a silną watahą Jaćwingów. W bitwie tej Polacy, zwani Lachami, ponieśli klęskę. Przez długi czas okoliczni mieszkańcy opłakiwali tych, co polegli w bohaterskiej walce z groźnym i okrutnym wrogiem. Dla upamiętnienia poległych w boju Lachów i dla wyrażenia bólu i żalu, miejsce bitwy nazwano „Żal Lachów”. Nazwę tę nadano później powstałej tu wsi, zmieniając z czasem „Żal Lachów” na „Żelechów”.
Pognębienie Rafała
Zakochał się kiedyś diabeł w pięknej żelechowianeczce, jeżeli diabeł w ogóle zakochać się może, ale tak chyba było, gdyż Belzebub interweniował, diabła zwymyślał i o amorach zapomnieć kazał, a dążyć jedynie do omotania dziewczyny i duszy jej zdobycia. Ponieważ diabeł postać urodnego młodziana przybrał, panna z przyjemnością go widywała, tym bardziej, że układny był i wygadany, a takoż grosza nie szczędził, co o jego zasobności świadczyło. Rafałem kazał się nazywać i krakowianinem się mienił, którego w przejeździe przez Żelechów zalety i wdzięki ślicznej panny zatrzymały. Dziwiła się Zofia (bo tak jej na imię było), że nigdy czapki z głowy nie zdejmował, lecz że ludzie różne dziwactwa mieli, więc za nieszkodliwy nawyk to uznała, do wykorzenienia w przyszłości łatwy. Atoli razu pewnego, gdy miasto mu pokazywała i do kościoła chciała zaprowadzić celem zwiedzenia, poczerwieniał nagle i tak głową w zaprzeczeniu potrząsnął, że rogatywka zsunęła mu się na bok i Zofia rożek diabelski pod nią ujrzała. Rafał szybko rogatywkę poprawił, a panna nic po sobie poznać nie dała i rzekła niedbale, że skoro nie chce do kościoła, wtedy do parku, nad staw pójść mogą. Uspokojony Rafał odetchnął głęboko, co również jej uwagi nie uszło, po czym pospacerowali trochę i wkrótce rozeszli się, umawiając na dzień następny. Zofia relację w domu rodzicom ze swych spostrzeżeń zdała, a ojciec nie omieszkając sąsiadów zwołał i razem ustalili, że diabła w czasie spotkania z Zofią poświęconymi sznurami zwiążą i w wodzie święconej wykąpią, a wtedy moce swe utraci. Zaraz też do księdza poszli, aby olbrzymiej balii, którą po brzegi wodą wypełnili i sznury do niej wrzucili, modlitwy i kropidła nie szczędził. Ksiądz-staruszek ochoczo ze zbożnego zadania się wywiązał i wszyscy z niecierpliwością, spać nie mogąc, nadchodzącego dnia czekali. Rafał, jak zwykle, wystrojony na spotkanie przyszedł, uśmiechnięty, zadowolony i przekonany niezbicie, że w niedługim czasie rozkaz Belzebuba spełni, bo dziewczyna rękę mu przyrzeknie, co według piekielnych praw byłoby równoznaczne z zagarnięciem jej duszy. Zatopiony w radosnychmyślach, nie posłyszał, że z tyłu podkradł się doń barczysty czeladnik rzeźnicki i tęgim kijem niemiłosiernie pomacał, tak, że diabeł gwiazdy w oczach zobaczył. Sprawnie sznurami omotany, co paliły go gorzej ognia, który siedmiu Lucyperów w piekle roznieciło, a wrzucony do balii, wyć zaczął, jak nie przymierzając wataha zbójów żywcem w oliwie gotowanych. Z każdą chwilą w kąpieli owej kurczył się i malał, aż w ludzika nie większego nad dwa cale się przeobraził. Ku ludzikowi owemu, ciągle w balii pływającemu, kotka jakaś wynędzniała nagle podbiegła, łapą go wygarnęła i w pobliskie krzaki ze zdobyczą uciekła. Tego dnia dzwony na kościelnych wieżach biły długo i radośnie. A później powiadano, że Rafała sam Belzebub, w kotkę przemieniony, od śmierciniechybnej uratował, bowiem diabłu śmierć z ręki człowieka pisana być nie może, lecz po wsze wieki w łańcuchy go zakuł, by pokoleniom diabelskim, jako przykład nieudolnego i głupiego diabła, pokazywać.

Jak chłop kusego okpił
Zawziął się kiedyś diabeł na żelechowianina i do podpisania cyrografu go namawiał, dobrobyt w zamian obiecując i spełnianie wszelkich jego pragnień do końca życia. Żelechowianin, który był człowiekiem spokojnym, pracowitym, ale przemyślnym zarazem, od diabła nie mogąc się uwolnić, bo tenże wszędy go nachodził i kusił, judził, a zachęcał, tak kiedyś do czarta powiedział:
– Dobrze, cyrograf podpiszę, ale warunek pewien stawiam. Zadanie ci proponuję, w którym wyboru musisz dokonać i jeśli korzyść ci przyniesie, wtedy duszę moją miał będziesz, ale gdy okaże się, że straciłeś, wówczas dasz mi spokój raz na zawsze i innych mieszkańców Żelechowa
przestaniesz nękać, a noga twoja więcej tutaj nie postoi. Powiedz tedy, czy się zgadzasz? Diabeł, który dla zdobycia duszy niewinnej na wszystko by się zgodził, głową potakująco skinął, kopytem o ziemię uderzył, aż iskry poszły i zarechotał radośnie, bo już żelechowianina w piekle widział: – Zgoda!
– Chodźże więc ze mną – rzekł żelechowianin i ku chacie swojej go powiódł, przed którą diabłu zaczekać kazał i do środka nie zaglądać, a sam do komory się udał i tam dwie beczki napełnił – do wielkiej wody aż po wierzch nalał, a do małej miodu syconego, pozłocistego, po czym denka założył i szepcząc – na chciwości własnej się złapiesz! – beczki na podwórze wytoczył.
– Wybieraj! – powiedział do diabła – i pamiętaj, że gdy lepiej wybierzesz, wtedy cyrograf podpiszę.
Diabeł na beczki spojrzał i zakrzyknął: – Tylko głupi na małym by poprzestał! – i na wielką beczkę wskazał, a żelechowianin denka pozdejmował i powąchanie lubo próbunek diabła poprosił.
Tenże pazur najpierw do beczki przez się wybranej wsadził, oblizał, splunął i ku małej podskoczył. Pokosztował i z rozkoszą cmoknął, lecz nagle wrzasnął, bo zrozumiał, co się stało i kląć niemiłosiernie począł:
– Nie, tak być nie może! – wołał – Musimy próbę ponowić! Masz tu woreczek, talarów w nim dwadzieścia, jeszcze raz pokazywał będę!
– Nie dotrzymujesz słowa – powiedział żelechowianin – ale zgadzam się, jeno nie dwadzieścia, ale sto talarów mi ofiarujesz. I przysięgnij, że trzeci raz nie będziesz chciał powtarzać!
Diabeł na Belzebuba, władcę piekieł, poprzysiągł i trzos żelechowianinowi rzucił, a ten beczki do chałupy wtoczył i medytować począł:
– Poprzednio wielką beczkę wybrał i wodę w niej znalazł, sądził więc teraz będzie, że zmiany dokonam i miodem ją napełnię, ale ja go przechytrzę i wszystko tak samo pozostawię…
Tymczasem diabeł również rozmyślał niecierpliwie:
zrobił, jako ustalił.– Skoro wprzódy dużą beczkę wskazałem, więc teraz będzie myślał, że małą wybiorę i do dużej miodu naleje i na tym go przyłapię, bo ponowniena dużą pokażę. Mójżeś już chłopie, gdzie ci w przebiegłości i w rozumie z diabłem konkurować! – i gdy tylko beczki przed chatę wytoczył, tak Niestety, w wielkiej beczce znów woda była, więc rozeźlony czart zazgrzytał, ogon podwinął i gdzie pieprz rośnie pomknął. A żelechowianin żył długo, a dzięki owym stu talarom dostatnio i szczęśliwie…
Co warto w Żelechowie zobaczyć?

Kościół filialny p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika
Za miastem, w pobliżu drogi do Okrzei, usytuowany jest niewielki kościół. Został on zbudowany w 1741 r. staraniem ówczesnego właściciela Żelechowa, wojewody krakowskiego i hetmana wielkiego koronnego, Wacława Rzewuskiego. Wcześniej w tym miejscu stała drewniana kaplica, do której w 1692 r. przeniesiono obraz św. Stanisława, uratowany z pożaru kościoła parafialnego. Obraz ten rzekomo słynął cudami, otaczały gozawsze liczne wota, które składała okoliczna ludność w oczekiwaniu szczególnej łaski. Swoje istnienie kościółek zawdzięcza ofiarnym fundatorom. Jego darczyńcami były znane postacie historyczne. Wspomniany już Wacław Rzewuski przeznaczył w 1740 r. na rzecz przyszłej świątyni darowiznę w postaci gruntu oraz sumę 6000 zł polskich. W 1741 r. mieszkający w Rykach kasztelan krakowski Stanisław Poniatowski, ojciec króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ofiarował kościołowi dwa srebrne pozłacane kielichy i srebrną monstrancję. W 1762 r. właścicielka dóbr jarczewskich, Konstancja z Podoskich Dąbrowska, przekazała na rzecz kościółka kwotę 3000 zł. W 1797 r. ówczesny właściciel Żelechowa, Ignacy Wyssogota Zakrzewski, ofiarował kościółkowi 200 zł wraz z gruntami. Świątynię wspomógł także Romuald Traugutt. Po powrocie z wyprawy węgierskiej w 1849 r. przywiózł do kościółka srebrny krucyfiks. W 1853 r. wyasygnował także fundusze na jego remont. Obecnie kościółek jest wykorzystywany tylko raz w roku, podczas odpustu w dzień św. Stanisława (8 maja). Wtedy to z kościoła parafialnego wyrusza uroczysta procesja do kościółka, gdzie odprawiana jest tradycyjna suma odpustowa. Dawniej odpust był obchodzony także 27 września, w dzień św. Wincentego.
Kościół parafialny p.w. Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny
Parafię Żelechów erygowano zapewne na przełomie XIII i XIV w. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1326 r. Należała ona wówczas do archidiakonatu radomskiego, diecezji krakowskiej. Istniał tu już wtedy kościół drewniany pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika, ufundowany najprawdopodobniej przez Ciołków. Dokładna informacja o pierwotnej żelechowskiej świątyni zawarta jest w piętnastowiecznej „Księdze uposażeń diecezji krakowskiej” autorstwa Jana Długosza: „Zyelyechow jest miastem mającym kościół parafialny drewniany. Łany miejskie dają dziesięcinę wartości 20 grzywien biskupowi krakowskiemu. Folwark rycerski daje dziesięcinę plebanii wartości 4 grzywien”.

Rynek i ratusz z sukiennicami
Maria Dauksza w opracowaniu pt. „Żelechów, województwo siedleckie. Studium historyczno-urbanistyczne miasta” sporządzonym w 1987 r. na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Siedlcach stawia hipotezę, iż na przełomie XIII i XIV w. Żelechów był już dość dużą wsią o charakterze targowym. Rozwojowi miejscowości sprzyjało dogodne jej usytuowanie przy szlaku handlowym, biegnącym ulicą Długą. Po obu stronach drogi skupiała się zabudowa wiejska, co czyniło pierwotny Żelechów typową ulicówką.

Zespół pałacowo-parkowy
W 1752 r. właścicielem Żelechowa został książę Jerzy Ignacy Lubomirski, chorąży wielki koronny. Po śmierci Lubomirskiego w 1753 r. dobra żelechowskie przejęła jego żona Joanna. Jej staraniem w 1762 r. na północ od miasta, przy dawnym gościńcu wiodącym do Stoczka, rozpoczęto budowę pałacu. Joanna Lubomirska budowy nie ukończyła, bowiem w 1782 r. odstąpiła dobra żelechowskie Fabianowi Sebastianowi Romanowi w zamian za majątek na Podolu. Cztery lata później dziedzicem Żelechowa został syn Fabiana, Franciszek Placyd Roman, szambelan królewski.

Dworek
Dworek położony przy ul. Al. Wojska Polskiego 7a został wzniesiony w pierwszej połowie XIX w. i przebudowany w 1930 r. oraz 1960 r. Jest to murowany, otynkowany, parterowy budynek założony na planie prostokąta i przykryty dwuspadowym dachem. Front budynku ozdobiony jest gankiem wspartym na czterech toskańskich kolumnach zwieńczonych trójkątnym szczytem. Fasada jest dziesięcioosiowa, o nierytmicznej artykulacji oknami. Otwory prostokątne, wielopodziałowe o zróżnicowanej szerokości, posiadają oprofilowane drewniane obramienia.

Stara remiza strażacka
Remiza strażacka położona przy ul. Kościuszki 27 to murowany budynek wzniesiony w 1923 r. Olbrzymi wkład w jej budowę wniósł ówczesny Zarząd Miejski na czele z burmistrzem Janem Kaliszkiem. Murowana remiza stanowiła lepsze zabezpieczenie dla sprzętu strażackiego niż jej drewniana poprzedniczka. Remiza przy ul. Kościuszki była siedzibą żelechowskiej OSP do 1977 r., kiedy to oddano do użytku nowy budynek Domu Strażaka przy ul. Traugutta.

Gmach dawnej Kasy Spółdzielczej
Gmach dawnej Kasy Spółdzielczej znajduje się przy ul. Piłsudskiego 22. Jest to murowany, dwukondygnacyjny budynek nakryty czteropołaciowym dachem. Założony na planie prostokąta, z wejściem na osi. Pięcioosiowy, z jednoosiowym wgłębnym ryzalitem zaakcentowanym dwoma pseudodoryckimi kolumnami. W trójkątnym szczycie wieńczącym ryzalit widnieje data: 1913. Parter boniowany. Okna w parterze bez opasek, z pseudoklińcami, na piętrze oprofilowane uskokowymi opaskami w uszakach, z płytkimi wnękami pod parapetami. Drzwi dwuskrzydłowe, płycinowe.

Organistówka
Organistówka znajduje się w pobliżu kościoła parafialnego przy ul. Długiej 126. Została wybudowana w 1844 r. Jest to drewniany, parterowy budynek na podmurówce, oszalowany i malowany. Założony na planie prostokąta z przybudówkami przy elewacji tylnej i zachodniej. Kryty dachem czterospadowym z wydatnym okapem. Okna dwuskrzydłowe, sześciokwaterowe, z płycinowymi okiennicami. Drzwi jednoskrzydłowe, parkietowe z nadświetlem.

Cmentarz rzymskokatolicki
Od około XIV w. wzgórze, na którym wznosi się kościół, stanowiło jednocześnie cmentarz grzebalny dla parafian. Funkcjonował on do początków XIX w. W 1800 r. okupacyjne władze austriackie wydały nakaz urządzenia katolickiego cmentarza poza miastem, ponieważ z powodu wzrostu ludności niehigieniczne było grzebanie wszystkich zmarłych na niewielkim przykościelnym cmentarzu. Nowy cmentarz powstał przy trakcie łukowskim, 250 m od kościoła, gdzie znajduje się do chwili obecnej.

Kaplica grobowa rodziny Ordęgów p.w. św. Krzyża
W 1852 r. ówczesny właściciel Żelechowa, Jan Ordęga, wybudował przy głównej alei cmentarza grzebalnego kaplicę grobową dla swojej rodziny pod wezwaniem św. Krzyża. Kaplicę zaprojektował Wincenty Merlini. W grobowcu pod kaplicą spoczęła żona Jana Ordęgi, Karolina z Danglów, zmarła w 1851 r. Była ona wyznania luterańskiego. Pochowanie protestantki na katolickim cmentarzu przysporzyło wiele kłopotów Janowi Ordędze.

Cmentarz żydowski
Cmentarz żydowski, zwany także kirkutem, usytuowany jest w południowej części miasta, u zbiegu ul. Reymonta i Chłopickiego. Został on założony w 1802 r. Wcześniej zmarli wyznania mojżeszowego grzebani byli na placu wokół drewnianej synagogi, ulokowanej w południowo-zachodnim narożu obecnego skweru miejskiego. Żelechowski kirkut znajduje się na ogrodzonym siatką wzgórzu. Na jego terenie zachowało się około 200 kamieni nagrobnych, tzw. macew, z których najstarsze pochodzą z pierwszej połowy XIX w.

Kapliczka św. Jana Nepomucena
Kapliczka św. Jana Nepomucena znajduje się u zbiegu ul. Długiej i Chłopickiego. Powstała w pierwszej połowie XIX w. Jest murowana z cegły, tynkowana, czworoboczna, słupowa. Posiada daszek namiotowy kryty dachówką. Jej dolna kondygnacja ożywiona jest płycinami, górna zaś - ażurowa - zawiera rzeźbę świętego. Pierwotna figurka św. Jana została w 1977 r. skradziona. Obecna została wstawiona do kapliczki w 2008 r.

2 komentarze:

  1. Wypadałoby napisać, skąd Pani skopiowała te teksty - Witryna internetowa Urzędu Miejskiego w Żelechowie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ma Pan/Pani całkowitą słuszność. Teksty były skopiowane, między innymi ze strony UM w Żelechowie.

    OdpowiedzUsuń