Tytułem wstępu

Na wstępie chciałam zaznaczyć, iż blog mój w żaden sposób nie aspiruje do miana jakiegoś poważniejszego przedsięwzięcia naukowego i ma głównie charakter hobbystyczny i w pełni amatorski. Intencją moją było, jest i będzie, zachęcenie czytelnika do odwiedzenia tych cudownych miejsc w Polsce oraz do zapoznania się z ich historią, klimatem. Poszczególne teksty (głównie w opisach miejscowości) pochodzą nieraz z trzech-czterech źródeł (całkowicie ze sobą przemieszanych), tak więc zdecydowałam się (przed wszystkim ze względu na czytelność i specyfikę przekazu www) nie podawać dziesiątków przypisów do każdego liczącego parę słów fragmentu. Informacje zamieszczone w w moim blogu dotyczące zamków pochodzą głównie z "Leksykonu zamków w Polsce" [ autorzy: Salm Jan, Kołodziejski Stanisław, Kajzer Leszek] oraz stron internetowych poświęconych temu zagadnieniu. Zaś wiadomości dotyczące samych miejscowości znajduję głównie w Wikipedii, na stronach tych gmin i miejscowości, bądź też ze stron prywatnych poświęconych danym miejscowościom czy obiektom. Jeżeli jednak, ktoś poczuje się urażony gdy wykorzystam jego wiadomości, proszę o kontakt. Napiszę sprostowanie lub usunę takowe wiadomości z mojego bloga.

Będę ogromnie wdzięczna za wszelkie uwagi, zarówno dot. ew. błędów rzeczowych, ortograficznych, faktograficznych i innych. Propozycje, pomysły, sugestie dot. układu treści, nowych tematów, i inne uwagi proszę przesyłać na adres: jagusinka@gmail.com
Tuż pod tym tekstem jest księga gości - możesz napisać co myślisz o moim blogu :)

KSIĘGA GOŚCI

KSIĘGA GOŚCI - pisz szczerze, każda opinia jest dla mnie ważna :)

Możesz tutaj napisać co myślisz o moim blogu :)

Obserwatorzy

sobota, 19 grudnia 2009

Bochotnica

Jadąc od strony Puław do zamku prowadzi droga w lewo zaraz za skrzyżowaniem na Lublin, koło zabytkowej studni.



Współrzędne GPS:
N 51°20'06,34''
E 21°59'42,34''

Wejście na górę znajduje się po kilkuset metrach, już z daleka widać mały fragment muru. Samochodem można podjechać pod samo wzgórze zamkowe.

Po kilkudziesięciu metrach ze ścieżki należy skręcić przed wąwozem, ku pomnikowi i iść do góry. Ocalały tylko dwa fragmenty murów, w tym pokaźne skrzydło południowe z otworami okiennymi i nikłe resztki starszej części północnej. Niestety teren zamkowy jest dość mocno porośnięty roślinnością.
Idąc do ruin mijamy mały pomnik ku czci ofiar tzw. "krwawej środy" 18 listopada 1942r.
Na wzgórzu nad rzeczką Bystrą już znacznie wcześniej istniały umocnienia, które około połowy XIV wieku zostały wykorzystane przez wspomniany ród Firlejów przy budowie murowanego zamku. Kamienne mury obwodowe wzmocnione szeroką na 50 metrów fosą obejmowały znaczny obszar 7000 metrów kwadratowych, Firlejowie umieścili w ich obrębie budynek mieszkalny i zabudowania gospodarcze. Brama wjazdowa znajdowała się od południa, a od północy dziedziniec zamknięty był jednotraktowym budynkiem mieszkalnym.

W 1399 roku posiadłość zakupił od Firlejów Klemens z Kurowa, który rozpoczął rozbudowę zamku kontynuowaną później przez jego potomków w ciągu pierwszej połowy XV wieku. W wyniku tej rozbudowy zamek wzbogacił się o drugi mieszkalny budynek kamienno-ceglany, który posiadał trzy kondygnacje i był jednotraktowy. Wszystko wskazuje na to, że ani pierwotny zamek Firlejów, ani późniejszy Kurowskich nie posiadał wież. W narożniku południowo-wschodnim umieszczono nową bramę wjazdową, po której przetrwały ślady zwodzonego mostu i fragment rzeźbionego wspornika pod nadłuczem otworu bramnego.W końcu XV wieku zamek zajęli rabusie pod wodzą Anny Zbąskiej, którzy łupili okoliczną ludność oraz przejeżdżających tędy kupców. Po rozprawieniu się z rozbójnikami w 1523 roku zamek z nadania Zygmunta Starego znalazł się w rękach rodziny Samborskich. W pierwszej połowie XVII wieku opuścili oni swoją rezydencję, która popadła od tego czasu w ruinę. W 1890 roku A. Zwierzchowski wykonał projekt odbudowy ruin, ale nie zrealizowano go. W latach 1964-1965 badali go architekci z Politechniki Wrocławskiej pod kierunkiem Ewy Różyckiej.
Widok z zamkowej góry jest bardzo ładny. Niestety samo wzgórze jest strasznie zarośnięte i tylko z tej jedenj strony można było zrobić zdjęcie.

Zamek zbudowano w połowie XIV w. prawdopodobnie z inicjatywy przodków rodu Firlejów, ponieważ wiadomo że od 1317 r. okolica należała do Dziersława i Ostasza herbu Lewart z Bejsc. Być może pomysł budowy zamku wyszedł od Kazimierza Wielkiego, który po najeździe tatarskim chciał zabezpieczyć te tereny e łańcuchem fortyfikacji, a zrealizował go wspomiany Ostasz - kasztelan lubelski. Pierwotne założenie miało kształt wieloboku z dziedzińcem i budynkiem mieszkalnym od strony północnej.

Po zwiedzeniu ruin postanowiliśmy zahaczyć o jaskinie leżące na przeciwległym krańcu Bochotnicy, zbudowane przez okolicznych mieszkańców eksplorujących kamień wapienny na budulec.
Super sprawa, ale trzeba zaopatrzyć się w latarki i uważać żeby nie wpaść w jakiś dół.

My oczywiście latarek nie mieliśmy, więc tylko zajrzeliśmy sobie dokąd światło z zewnątrz dochodziło.


Legenda mówi że Kazimierz Wielki w podeszłym już wieku zakochał się w młodej Żydówce Esterce. Aby być blisko ukochanej król umieścił ją w zamku Bochotnicy dokąd potajemnie udawał się spacerem z Kazimierza Dolnego (istnieje też podobno podziemny korytarz łączący oba zamki). Dlatego też tutejszy zamek zwany jest "zamkiem Esterki". Jak było naprawdę nie wiadomo, co prawda Długosz potwierdza ten związek ale zamek w Bochotnicy nigdy nie był własnością królewską lecz rycerską.

Z zamkiem związana jest też legenda o okrutnej rozbójniczce Annie Zbąskiej, która za swe zbrodnie skazana została na wieczne potępienie i jako duch musi wciąż pilnować i przeliczać swoje skarby. Mają one być ukryte w zamku i w jaskiniach w pobliskim wzgórzu.

Czyżów Szlachecki

Z zamku w Czyżowie Szlacheckim ostały się tylko fundamenty i piwnice. Na nich został zbudowany widoczny dziś pałac. Pałac widać z drogi, jadąc od Sandomierza po lewej stronie. Samochodem można dojechać pod sam pałac.



Współrzędne GPS:
N 50°49'21,95''
E 21°46'54,03''

Nareszcie przestało padać, ale nadal jest niebo zachmurzone.

Dwór w Czyżowie zbudowany został na wzniesieniu.

Legenda mówi, iż nie było to w całości wzniesienie pochodzenia naturalnego, ale usypali je Tatarzy zanim wybudowano na nim strażnicę obronną. W dobie ciągłych wojen i rabunków Tatarzy dostali się w ręce sandomierskiego rycerza Zaklina z Międzygórza. Miał on z rozkazu króla wznieść twierdzę w Czyżowie, wzorem Międzygórza i Tudorowa, na trudno dostępnym wzgórzu. Ponieważ takowego nie było pojmani Tatarzy miesiącami nosili ziemię w wiklinowych koszach, aż usypali odpowiedniej wielkości i wysokości wzniesienie. I tak stanął na nim gotycki kasztel z cegły i białego kamienia.Widać wejście do starych, zamkowych piwnic

Na początku XVI wieku zamek przejął i zamieszkał tu rycerz Hieronim Zaklika herbu Topór z Międzygórza. Ród Zaklików władał okolicą przez dwa i pół wieku. Kres warowni nastąpił podczas "potopu" szwedzkiego. Niestety brak innych infomacji. Późniejszy pałac powstał na gruzach zamku w latach 1740-1750 z inicjatywy kasztelana bracławskiego, a następnie połanieckiego Aleksandra Zakliki Czyżowskiego. Rozbudowa obiektu wg projektu J. Kraśnickiego, proboszcza czyżewskiego nastąpiła na początku XIX w.
Następne przebudowy, prowadzone w latach 1900 - 1922 oraz 1922 -1924, miały na celu konserwację murów pałacu i zwiększenie ilości pomieszczeń mieszkalnych. Pracami kierował Kazimierz Skórewicz. Właścicielami była wtedy rodzina Targowskich, a wcześniej Prendowskich.

My jeszcze zajechaliśmy dodatkowo od strony pól pod same mury.


Od 1944 roku pałac służył jako szpital Niemcom. Później wszystko co cenne w nim jeszcze zostało, padło łupem żołnierzy sowieckich, polskich milicjantów i okolicznej ludności. Najpierw przejął go PGR, później był siedzibą szkoły.
Po 1968 roku próbowała go remontować Huta Stalowa Wola, jednak pełną renowację przeprowadzono dopiero w latach w 1978 - 91. W końcu w 1996 roku kupili go Danuta i Bogusław Grabosiowie, przedsiębiorcy spod Mielca.

Sam pałac jest okazałą późnobarokową rezydencją z krużgankami i dwoma wieżyczkami alkierzowymi. Ogólnie prezentuje się bardzo ładnie. Wzorowany był na pałacu Lubomirskich w Puławach lecz wyróżniał się bardzo bogatą dekoracja frontonu, której wykonawcą był jezuicki rzeźbiarz Tomasz Hutter. Miała ona olśnić przybywających gości, a także symbolizować heroiczne tradycje rodowe. Wg znawców pałac doskonale pasuje do późnobarokowego stylu budownictwa Habsburgów.


Inna legenda dotyczy Michała z Czyżowa, który połakomił się na mury kościoła i klasztoru klarysek w Zawichoście. Isnieją dwie wersje tego wydarzenia: albo wykorzystał on materiał budowlany składowany w Zawichoście na odbudowę zniszczonych budynków sakralnych albo sam rozebrał zniszczone mury i przewiózł je do Czyżowa. Ludzie mieli mu to za złe, jednak kara spotkała go dopiero po śmierci. Pochowany został w miejscowym kościele, przez niego zresztą ufundowanym. Gdy wszystkim wydawało się, że więcej nie usłyszą o Michale podczas jedengo z nabożeństw zaczęły łamać się i gasnąć ołtarzowe świece. Gdy po wstawieniu nowych świec, sytuacja powtarzała się, cały pobożny lud struchlał. Nie pomagały żarliwe modlitwy, w końcu zrezygnowany ksiądz zawołal "kim jesteś duchu i czego chcesz?". Wtedy pośród jęków i szlochów usłyszno stłumioną odpowiedź "Jestem panem na Czyżowie. Za przywłaszczenie cudzej własności spotkała mnie kara i nie jestem godzien być w tym poświęconym miejscu". Pleban postanowił wtedy przenieść trumnę nieszczęśnika na przykościelny cmentarz. Ale tam także ziemia nie chciała przyjąć grzesznika i wyrzucała trumnę na powierzchnię. Obciążoną ją wiec kamieniamii wrzucono do Wisły. Wypłyneła jednak przy brodzie w Zawichoście. Parafianie czyżowscy próbowali jeszcze bezskutecznie pochować zmarłego w Zawdzie, Bałtówce, Janikowie, Pawłowie, Podszynie i Linowie. W końcu złożyli trumnę w lesie w pobliżu Lasocina, gdzie mieszkało wielkie stado kruków. Wygłodniałe ptaki rzuciły się na drewnianą szkrzynie i po niecałej godzinie doszczętnie rozszarpały zwłoki zmarłego, któreg dusza zaznała wreszcie spokoju. Miejsce to nazywano odtąd Krukowem, a po latach gdy nikt już nie pamietał o tym zdarzeniach leśna osada przyjęła nazwę Kruków.

piątek, 18 grudnia 2009

Zawichost

Zajechaliśmy do Zawichostu i próbowaliśmy odnaleźć miejsce gdzie mógł stać zamek. Niestety przy najszczerszych chęciach nie udało się.


Współrzędne GPS:
N 50°48'33,60''
E 21°52'02,30''

Obejrzeliśmy za to śliczny Kościół Rektoralny św. Jana Chrzciciela.
Wzniesiony wraz z klasztorem w latach 1244 - 1257 z fundacji księcia Bolesława Wstydliwego i Grzymisławy jako wiano dla jego siostry księżnej Salomei, która w 1244 r przyjęła welon zakonny klarysek i osiadła w Zawichoście. Był to pierwszy klasztor klarysek w Polsce.
Zamek w Zawichoście stał na wyspie wiślanej, po której nie ma dziś śladu. Wiadomo jednak dokładnie w którym miejscu się znajdował i jeśli ktoś dysponuje sprzętem do nurkowania, z pewnością natrafiłby na jego szczątki na dnie Wisły. Obecni mieszkańcy miasta wspominają, że przy bardzo niskim stanie wód można było do niedawna jeszcze ujrzeć cegły.





Ruiny zamku w Zawichoście w 1657 r. Fragment sztychu z Pufendorfa, De Rebus a Carolo Gustavo

W XVII w. zamek miał kształt czworoboku z 4 wieżami alkierzowymi w narożach. Do dwóch boków przylegały budynki mieszkalne, pozostałe dwa były murami zwieńczonymi blankami. Dookoła zamku umieszczono drewniane izbice czyli pale chroniące przed wodą i lodem, ale także i wrogiem.
Drewniany zamek w Zawichoście istniał już na początku XIII w. Bronił przeprawy przez Wisłę oraz był siedzibą kasztelańską. W pełni murowany zamek wzniósł ok. poł. XIV w. Kazimierz Wielki. Nie zachował się żaden jego opis ani ilustracja z tamtego okresu.

Później był zapewne przebudowywany, zniszczony przez Szwedów w roku 1657. Częściowo rozebrany w 1678 roku i ostatecznie zniszczony przez Wisłę, która w roku 1813 zmieniając nurt zalała ruiny. Przy niskim stanie Wisły można było jeszcze na początku XX wieku dostrzec resztki ceglanych murów.

Zamku nie znaleźliśmy ale podczas buszowania po internecie natrafiłam na, myślę ciekawą historię:

Dr Marek Florek z delegatury Służby Ochrony Zabytków w Sandomierzu bada od 1999 r. pozostałości cmentarzyska neolitycznego w Pawłowie koło Zawichostu. Wykopaliska pozwoliły ustalić, że ludność kultury pucharów lejkowatych (około 3200–2400 r. p.n.e.) wzniosła tam dwie monumentalne budowle kryjące groby. Specyficzna forma jednej z nich wskazywała, że była to raczej świątynia, a nie zwykły grobowiec. Jednak to nie świątynia okazała się największym zaskoczeniem, tylko niezwykłe groby związane prawdopodobnie z prehistorycznymi wierzeniami w „żywe trupy”. Znajdowano tam groby, w których ludzie pochowani byli w specyficzny sposób. Leżeli w pozycji wyprostowanej, na brzuchu, z rękoma zawiązanymi z tyły, z głowami zwróconymi w przeciwnych kierunkach lub odciętymi. Groby te znajdowały się tylko w jednej części cmentarza znacznie wyróżniającej się od reszty. Innym przykładem grobów wampirów w Polsce może być Las Stocki koło Kazimierza Dolnego, gdzie w 1949 roku odkryto grób kobiety. Kobieta miała skrępowane nogi i kołek wbity w serce. Doniesienia o podobnych grobach pochodzą z całej Polski.

wtorek, 15 grudnia 2009

Ćmielów

Pogoda pod psem. Ciągle coś nam na głowy kapie. Szaro, buro i ponuro. Ale się nie poddajemy. Następny przystanek to Ćmielów.

Współrzędne GPS:
N 50°53'31,11''
E 21°31'10,37''


Ruiny znajdują się na wschód od miasta. Po wjechaniu do Ćmielowa od strony Sandomierza należy zaraz skręcić w prawo, minąć przejazd kolejowy i po prawej zobaczymy zamek. Niestety cały kompleks jest obecnie w renowacji i nie można go obejrzeć z bliska. Ale może kiedyś jeszcze tu wrócimy, jak będzie można wejść na teren.

Ruiny nizinnego zamku w Ćmielowie leżą na wschód miasta w rozlewiskach rzeki Kamienna. Obiekt ma nietypowe rozplanowanie. Część znajduje się wciąż otoczonej wodą wyspie, a część przy brzegu od strony południowej. Całość otaczają ziemne fortyfikacje bastionowe, tylko od płd.-wsch. zostały one zniwelowane. Nie ma już niestety śladu po ogrodach z altanami i pergolami upiększającymi niegdyś tę warownię.
Niedostępny zamek na wyspie pozostawił po sobie wysokie na kilka metrów resztki sześciobocznej wieży. Do obu jej boków przylegały kiedyś dwa budynki mieszkalne, a od strony wjazdu czyli południa znajdował się mur obwodowy. W wieży mieściła się kaplica zamkowa, na reliktach tynku widać jeszcze podobno ślady polichromii. Ze względu na trudny dostęp do tej części zamku nie były tu prowadzone poważne prace archeologiczne. Sama wyspa musiała być kiedyś trochę większa, bo trudno przypuszczać, aby zmieściła się na niej rezydencja magnacka.

To co można dziś w Ćmielowie zwiedzić to przedzamcze z trzykondygnacyjną wieżą bramną oraz przylegające do niej niesklepione budynki. Przy samej ziemi zauważyć można strzelnice co świadczy o znacznym zapadnięciu się murów na grząskim terenie. Należy pamiętać, że wygląd przedzamcza został zmieniony podczas adaptacji go kolejno na browar, łaźnię, szpital i budynków zamkowych mogło być tu więcej.

Pierwotny zamek w Ćmielowie istniał już w II poł. XIV wieku. Pierwszymi znanymi właścicielami byli bracia Marcin i Mikołaj z Boruchowa herbu Doliwa. Nie jest znany wygląd tego obiektu, bo do niedawana jego istnienie było tylko hipotetyczne. rzed 1388 rokiem zamek wraz ze wsią Sczmelow został sprzedany przez podkomorzego dobrzyńskiego Mikołaja i jego brata podczaszego Marcina za 6000 grzywien podkomorzemu krakowskiemu Gniewoszowi. Poświadcza to dokument podpisany właśnie w 1388 roku przez królową Jadwigę. Kolejnym znanym właścicielem posiadłości był w 1415 roku Dersław de Sczmelow.

W ostatniej ćwierci XV wieku zamek znalazł się w rękach rodu Szydłowieckich. W 1493 roku zmarł radomski kasztelan Stanisław Szydłowiecki, a będący jego własnością Ćmielów przeszedł w spadku na Jakuba. Był on podskarbim królewskim i starostą łęczyckim. W 1505 roku Ćmielów otrzymał z jego inicjatywy prawa miejskie magdeburskie obejmując teren wsi przyzamkowej oraz sąsiedniego Szydłowa. W 1509 roku włości ćmielowskie dostają się w posiadanie Mikołaja, a kolejny właściciel Krzysztof Szydłowiecki w latach 1519-1530 wykorzystując miejsce dotychczasowego zamku wzniósł od podstaw nową renesansową budowlę, której ruiny istnieją do dziś.

Legenda dotycząca zdobycia Ćmielowa podczas "potopu" mówi, iż zamek był bardzo trudną do zdobycia fortecą. Mokradła w jego otoczeniu sprawiały, iż ataki Szwedów tak skuteczne przy zdobywaniu wielu innych polskich fortyfikacji, tutaj zawsze kończyły się niepowodzeniem. Gdy wydawało się, że najeźdźcy już zrezygnowali, posłużyli się oni sprytnym podstępem. Dobrze poznali zwyczaje panujące w Rzeczpospolitej i wiedzieli jak huczne bywają wesela. Młode pary wędrowały po całej okolicy i bawiły się z gospodarzami w ich dworach i zamkach. Szwedzi przygotowali więc fikcyjne wesele, przebrali żołnierzy w stroje orszaku weselnego i wysłali do zamku. Brama została oczywiście otwarta, bo Szwedzi byli ponoć daleko, a nie przyjęcie młodej pary zostało by uznane za ogromny nietakt. Po wdarciu się na zamek Szwedzi łatwo wyrżnęli zaskoczonych obrońców.

sobota, 12 grudnia 2009

Solec na d Wisłą

Solec nad Wisłą leży.... nad Wisłą Co za niespodzianka :)) A na poważnie to tu go można znaleźć:

Współrzędne GPS:
N 51°08'07,15''
E 21°46'12,52''

Od samego rana zanosiło się na deszcz. No i oczywiście zaczęło padać jak tylko wysiedliśmy z samochodu na rynkowym parkingu. Niestety z uwagi na błocko nie dało się wejść pod górę. Ścieżka do zamku bardzo stroma i śliska. Tym razem sobie odpuściliśmy. Tym bardziej że to jedyna droga do ruin. Same ruiny leżą na terenie prywatnym, więc dostęp do nich z innej strony jest utrudniony.Zdjęcia robiliśmy tuż obok wiklinowej makiety zamku.

Zamek solecki, usytuowany na wysokiej skarpie pradoliny Wisły, oddzielony od Solca głębokim wąwozem strzegł nie opasanego murami miasta, przepraw wiślanych oraz komory celnej w pobliskim Kamieniu. Na początku XVIII wieku Starosta Solecki Krzysztof Zbaraski przebudował zamek wprowadzając bastiony jako podstawowe wzmocnienie obronne. Była to jedna z pierwszych tego typu budowli na ziemiach polskich.

Wygląd zamku w połowie XVII wieku opisuje lustracja dokonana w 1653 roku: "W samym prawie mieście, iest wysoko na górze zamek; od rynku row go głęmboki dzieli, na nim most na 2 filarach z cegły, poręcze z obu stron, robotą cudną zrobione; w pośrodku iest wzwod, drugi wchodząc w brąme. W tey turma na wieznie, nad bromą wieza z zeagaręm. Łaznia w ząmku: przy piecu fontana z smokiem z konch abo skorup morskich; w Fontanie wanna miedziana, gradusow 5 z kratką do koła, ławy przy iedney scienie, szafwka z kratą gdzie są czopy spizowe z piwnice przez mur dla liquorum przewiedzione. Podworze szerokie w którym bywał ogrod włoski, w iednym rogu belluarda z ziemi usypan".
Widok ze wzgórza na dolinę Wisły
Z dawnego królewskiego zamku na krawędzi doliny Wisły zachowały się fragmenty murów przyziemia oraz resztki fundamentów. Zbudowany był w tym miejscu przez Kazimierza Wielkiego w XIV wieku, aby strzec przeprawy przez Wisłę. W XV wieku został rozbudowany, a na przełomie XVI i XVII wieku przebudowany na renesansową rezydencję przez K.Zbarskiego. Wtedy też został umocniony bastionami. Zniszczony przez Szwedów w 1655 roku, potem częściowo odbudowany w 1780 roku. Od XIX w. w ruinie.

Od niedawna można podziwiać wiklinową replikę soleckiego zamku. Stoi ona w sąsiedztwie Gminnego Ośrodka Kultury.

W samy miasteczku jest dużo różnych, ozdobnych form z wikliny. Jedne służą jako osłony doniczek, koszy na śmiecie, inne po prostu jako ozdoba. Generalnie robią bardzo miłe wrażenie jako całość A zamek z wikliny to po prostu mistrzostwo sztuki wikliniarskiej.

czwartek, 26 listopada 2009

Janowiec nad Wisłą

Dojazd do zamku jest dobrze oznakowany. Zamek widoczny jest z daleka. Gdyby ktoś nie wiedział gdzie ów Janowiec jest to może sobie zobaczyć tutaj:




Współrzędne GPS:
N 51°19'28,20''
E 21°53'36,34''


Można zaparkować samochód na parkingu przy drodze dojazdowej do miasta za darmochę i przejść 100 metrów na piechotkę lub wjechać na teren parku i tam zaparkować ale już płatnie.

My byliśmy poza sezonem i parkingu nikt nie pilnował, więc nie płaciliśmy nic. Pierwsze zdjęcie zrobione jeszcze na parkingu.



Z parkingu trzeba podejść pod górkę, przez park wprost na most nad przepaścią.




Pogoda nie nastrajała do spacerów po parku: buro, szaro, pochmurnie. Udaliśmy się więc od razu na zamek. Widok z mostu przepiękny.

Wielkie malownicze ruiny janowieckiego zamku (budowla ma 732 m2 powierzchni) z charakterystycznymi pasami na budynku bramnym stoją na szczycie wysokiej skarpy nad Wisłą. Z trzech stron otacza je naturalny wąwóz i stromizna. Dostęp jest tylko od wschodu i tam też wzniesiono Wielką Basteję i wykopano fosę. Sam budynek bramny również posiada cechy bastei, a początkowo na jego piętrze mieściła się kaplica. Dwie okrągłe, narożne baszty chroniły zamek od wschodu i zachodu. Od północy poza linię pierwotnych murów wystaje prostokątny budynek wybudowany dla służby.Wnętrze zamku zostało przez wieki bardzo mocno zniszczone dlatego też zamek od wielu lat jest w remoncie, jednakże dużą część udostępniono zwiedzającym. Odrestaurowano już budynek przy elewacji północnej oraz skrzydło wschodnie z krużgankami. Schody w skrzydle wschodnim umożliwiają wejście na trzecie piętro skąd rozciąga się wspaniały widok na okolicę. Z góry dobrze widać pierwotny podział zamku na dwie części: zachodnią czeladną z małym dziedzińcem i rycerską z wielkim dziedzińcem. Oddziela je zrujnowany dziś budynek drugiej zamkowej kaplicy wzniesionej przez Lubomirskich nad obrosłą legendami dawną studnią. Poniżej, skręcając w lewo w kierunku budynku bramnego przechodzi się do dawnej sali rycerskiej a obecnie tarasu widokowego a idąc w prawo widzimy wnętrze bastei. Obok krużganków znajduje się szalet, wyjątkowy bo dwuosobowy!Legenda o Białej Damie
W ruinach janowieckiego zamku, po zmroku spaceruje postać w zwiewnej białej szacie. Jest to janowiecka Biała Dama, duch niegdysiejszej właścicielki z rodu Lubomirskich. Odwiedza swój zamek, stoi na jego straży.

Zamek posiadał trzy słynne sale z marmurowymi posadzkami i kolumnami: salę portretową, bawialną i jadalną. Ta pierwsza utrzymana była w kolorze karmazynowym, a jej ściany w całości pokrywały obrazy przedstawiające historię rodziny Lubomirskich, a także portrety skoligaconych z nią rodów jak Zamoyscy, Tarłowie, Ożarowscy, Ligęzowie. Sala bawialna była największa i pomalowana na żółto. Pod sufitem posiadała chór dla dworskiej kapeli. Z kolei jadalnia była błękitna z miejscami dla aż 100 osób! Ciekawie prezentowałą się też książnica, wypełniona regałami z różnymi księgami. Dla wytłumienia kroków na podłodze leżały perskie kobierce, a sufit ozdobiono kasetonami ze scenami z życia Akademii Krakowskiej. Zwisająca figura Ateny ze świecznikami przypominała, iż jest to miejsce zdobywania wiedzy. W sumie komnat było aż 98, w tym 7 wielkich.REKONSTRUKCJA ZAMKU Z KOŃCA XVII WIEKU. ŹRÓDŁO: I.T.KACZYŃSCY "ZAMKI W POLSCE PÓŁNOCNEJ I ŚRODKOWEJ".

Legenda o pieczonym kucharzu
Na zamku w Janowcu gotował swego czasu kucharz wyjątkowo utalentowany. Wspaniale gotował państwu Lubomirskim, ale swoich podwładnych, kuchcików terroryzował swoim zachowaniem. Prześladował ich na każdym kroku: zabraniał jeść, bił, ganił za byle co, urządzał karczemne awantury, wymierzał okrutne kary. Nienawidzili go kuchcikowie z całego serca. Kiedyś, gdy na jakąś ucztę miała być przyrządzona pieczeń, kuchcikowie przyrządzili ją z niezwyłego mięsa, ze swego szefa. Zamiast wołu upiekli na rożnie okrutnego kucharza, po czym zniknęli z zamku. Legenda mówi, że nigdy nie zostali ukarani za tę zbrodnię, ponieważ nikomu nie udało się ich odnaleźć.

Budowę zamku w Janowcu rozpoczął w I poł. XVI w. Mikołaj Firlej herbu Lewart, hetman wielki koronny i kasztelan krakowski. Jego dzieło kontynuował syn Piotr, wojewoda lubelski. Jako budulec wykorzystano kamień i cegłę. Wcześniej, gdy właścicielem tych ziem był ród Janowieckich także mógł istnieć tu jakiś obiekt obronny. Po śmierci Piotra Firleja zamek przeszedł w spadku na jego syna Andrzeja stając się jego jedyną siedzibą. Po śmierci Andrzeja Firleja w 1585 roku w zamku krótko rezydowali Dulscy herbu Przegonia. Po nich przeszedł w ręce Tarłów. W 1654 roku zamek przeszedł na własność Lubomirskich. Około 1664 roku sprowadzili oni do Janowca Tylmana z Gameren, który zaprojektował dla nich kaplicę wzniesioną przy murze oddzielającym dwa dziedzińce zamkowe. Po okresie zniszczeń szwedzkich zamek stał się piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Lubomirscy w odbudowę włożyli ogromne środki chcąc uczynić z niego reprezentacyjną siedzibę jednej z gałęzi rodu. Zwieźli więc do Janowca piękne meble, liczne obrazy, kryształy, brązy, zakupili gabinet numizmatyczny i bibliotekę złożoną z kilku tysięcy tomów. Ponad 100 komnat zostało wyposażonych i ozdobionych z gustownym przepychem. W zamku gościli królowie i książęta. Pojawił się też August II Mocny, wyjątkowo w polskim stroju. Uczta jaką wydano na jego cześć przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Podobno powtarzał do Antoniego Lubomirskiego "Schoen, sehr schoen Lieber Prinz" i nie chcąc się z nim rozstawać poprosił o odprowadzenie do samej Warszawy.
Legenda o tajemnym przejściu
Podobno i w janowieckim zamku było tajemne przejście, jak w każdym porządnym zamku. Miało prowadzić z podziemi kaplicy zamkowej do Wisły. Obecnie śladem po tym przejściu jest studnia, która znajduje się na terenie kaplicy. Mówi się, że kiedyś wyciągnięto ze studni wiadro wody a w nim pływała kaczka. A to by znaczyło, że przepłynęła podziemnym tunelem z Wisły do studni. W czasie II wojny św. wojsko sowieckie wrzucało do studni esesmanów, broniących zamku.

W 1783 roku zamek od Lubomirskich odkupił Mikołaj Piaskowski herbu Junosza i rezydował w nim do śmierci w 1803 roku. Na tym skończyły się czasy świetności janowieckiej rezydencji. Zamek został opuszczony i zaczął niszczeć, kolejni właściciele Janowca uznawali, że wydatki na utrzymywanie tak wielkiego założenia są za duże. Zamek do 1928 roku służył za źródło materiału budowlanego. Wtedy zakupił go Leon Kozłowski, który przed drugą wojną rozpoczął remont murów. Niestety zniszczenia z końca wojny zmarnotrawiły ledwo rozpoczęte prace remontowe. Leon Kozłowski pozostał właścicielem zamku w czasach Polski ludowej, ale zaniechał prób odbudowy. W 1975 roku sprzedał zamek na rzecz Muzeum Kazimierza Dolnego.

Legenda o nieszczęśliwej Helenie
Było to dawno dawno temu..
Córka właścicieli zamku, Helena Lubomirska zakochała się w młodzieńcu, który nie dorównywał jej pozycją społeczną. Rodzice zdecydowanie przeciwstawili się jej planom matrymonialnym. Zrozpaczona Helena skoczyła z okna komnaty, w której więzili ją rodzice, umierając od zderzenia z dziedzińcem zamkowym. Dalszy ciąg przypomina troszeczkę bajkę o Królewnie Śnieżce. Zwłoki Heleny pochowano w szklanej trumnie. Nie wiadomo z jakich powodów jej ciało złożono na zamku w Kazimierzu. Duch Heleny co noc wracał do Janowca i odwiedzał sypialnię rodziców. Mając nadzieję na przywrócenie spokoju duszy zmarłej córki, Lubomirscy sprowadzili trumnę do Janowca i umieścili w miejscowym kościele. Nie wiadomo czy duch Heleny przestał nawiedzać sypialnię rodziców, ale pewne jest, że do dziś zdarza się go spotkać jak przemyka wśród ruin zamku w Janowcu.

W 1976 roku rozpoczęto trwające do lat 90-tych prace zabezpieczające ruinę przed dalszymi zniszczeniami. W 1993 roku zdecydowano się odbudować część skrzydeł i stworzyć w nich hotel, kawiarnie, muzeum oraz ośrodek kulturalny. Nieopodal zamku znajduje się dwór wraz z budynkami gospodarczymi przeniesiony tu z miejscowości Moniaki. W środku możemy oglądnąć w pełni wyposażoną siedzibę ziemiańską z XVIII w. Także spichlerz został zagospodarowany i prezentowana jest w nim ekspozycja etnograficzna.

Ostatnie spojrzenie na Janowiecki zamek i ruszamy w dalszą drogę :)